...

...
M.

wtorek, 5 maja 2015

Przyznaję się bez bicia ;P

Mam się dobrze.
Mam rodzinę.
Mam pracę.

Nie mam żadnego kalectwa.
Nie mam śmiertelnej choroby.
Nie mam większych zmartwień.
I nie mam ochoty dziś narzekać, więc to co mam, a czego nie chcę i to, czego nie mam, a mieć muszę, przemilczę.

Będzie cukierkowo i lukrowato.
Noo.
Może bez przesady ;).

Długi weekend miałam udany.
Mimo chorowania.
W sumie to oprócz wycieczki do Polańczyka (szarlotka, truskawki, kawa mrożona) i Soliny nie byłam nigdzie ;P.
Ale to nic.
Zresetowałam się trochę i naładowałam akumulatorki.
I przeczytałam trzy strony książki ;P.

Znów wróciłam do gry.
Znów chodzę do pracy (wczoraj zastępstwo w zerówce - 8 h).
Na wykłady (jeśli nie są o 8 rano ;D).
Na zakupy (kilka rodzajów smoothie "Galicia" - w szklanych butelkach, pianka do mycia butów sportowych).
I nie na siłownię...

Chyba muszę trochę odpuścić.
Chociaż na chwilę.
Cały czas choruję i nie wiem, czy wszystko mogę zwalić tylko na zarażające mnie dzieci i przebytą mykoplazmę.
Może to nie moja wina, że od dziecka dużo chorowałam, a antybiotyki tylko osłabiły mi odporność.
Może to nie z własnej woli co chwilę coś łapię.
Ale fakt faktem - nie oszczędzam się.

Lista moich grzechów, przewinień i zbrodni wobec zdrowia jest dość długa i w zasadzie dość imponująca.
I w sumie zabawna...
Bo jak to możliwe, że osoba, która nie je mięsa, nie je słodyczy, nie pali, okazjonalnie pije i prowadzi aktywny tryb życia:

- żałuje sobie kupienia czegoś do jedzenia, bo przecież "można zjeść mniej, a za pieniądze kupić coś trwałego",
- nie je wielu produktów, bo są tuczące (albo w moim mniemaniu - mogę po nich przytyć),
- nie ma czasu jeść na siedząco,
- je za mało, bo chce schudnąć,
- je za ubogo -> patrz powyżej,
- nie je tego, co powinna -> bo jest głupia,
- wszystko robi w biegu,
- ćwiczy ponad normę, codziennie, niezmiennie, do wyczerpania baterii,
- bierze za dużo na głowę, szukając coraz to nowych zleceń, pracy, zajęć, źródła dochodu, jakby co najmniej przymierała głodem z braku kasy (jak nie jest),
- bagatelizuje stan zdrowia,
- mówi "trzeba się hartować" i robi coś, co wie, że skończy się przeziębieniem,
- twierdzi, że nie ma co się ze sobą pieścić,
- nie chce się nad sobą trząść,
- chce być straszną i wielką twardzielką nie do zdarcia,
- nie daje sobie czasu na odpoczynek, bo przecież można:

a) pracować,
b) ćwiczyć,

- nie je czosnku, bo nie cierpi, a wie, że działa bakteriobójczo...
- pije zimne napoje i je mrożone truskawki prosto z zamrażarki, bo "gardło trzeba przyzwyczajać do zimna",
- późno chodzi spać, bo "szkoda czasu na spanie i można zrobić tyyyyle różnych rzeczy, jak pisanie, czytanie, rysowanie, kombinowanie),
- itd itp.

Trochę się tego znalazło...
Jeśli jeszcze dodamy przejmowanie się wszystkim, chęć bycia ideałem w każdym calu, aspekcie życia, kwestii, zamartwianie się głupotami, stresowanie pierdołami i zdawanie sobie sprawy, że to głupota, co z kolei co daje wyrzuty sumienia... Jak tu być zdrowym? ;D.
I jeszcze to, że nie umiem wysiedzieć spokojnie pięć minut, nie umiem wyleczyć się do końca, bo jak tylko poczuję się ciut lepiej - wyskakuję z łóżka i nie umiem odpoczywać.

No ale...
W sumie te moje infekcje (nawet z gorączką prawie 40 stopni, niemożnością wstania z łóżka, kaszlem do uczucia wyrywania jajników i mega osłabieniem) to nie koniec świata.
Mogłoby być gorzej.
Przecież wiadomo ;].
Oczywiście wcale, ale to wcale mnie to nie usprawiedliwia i wiem, że pewne rzeczy zmienić muszę.
Przede wszystkim muszę zacząć o siebie dbać.
I starać się (starać się!!!) nie przesadzać, nie przeginać, nie forsować... Co proste nie będzie, bo - wariaty tak mają.
Że lubią się przemęczyć, przesilić, dać z siebie WSZYSTKO, spalić, zużyć i zdeptać, żeby mieć złudne poczucie kontroli nad swoim życiem ;)
I że nie potrafią dać sobie forów, odpuścić albo odpocząć, no bo jak to tak?

A z innej beczki:

- K. kupił motor.
On cieszy jak dziecko, ja razem z nim. Brakowało mi STRASZNIE jazdy na motorze ;P. Jeszcze wprawdzie nie widziałam tej "zabawki" na żywo, a tylko na zdjęciu, ale nie mogę się już doczekać jazdy ;P.

 - moja siostra dostała się na staż w miejscu zgodnym z jej wykształceniem (gratulujęęęę!!!),

I w sumie tyle, bo i tak już jest za długo, za późno, za szczegółowo ;].
Odpoczęłam? Odpoczęłam.
Wypiłam dwa łyki gorącej herbaty.
I nawet zjadłam. Ale nie pytajcie, co, bo jeszcze bez zmian, czyli dietująco ;P. A to, że postaram się jeść więcej i bardziej treściwie nie znaczy, że będę jeść dużo i niezdrowo ;D.
Teraz luknę na swoją pracę magisterską.
Bo tkwię w miejscu tak bardzo, że mam wrażenie, że aż się cofam... ;/.
A potem idę pod prysznic i pod kołdrę.
Z książką ;).
W sam raz będę mieć godzinkę, zanim z bólem serca pójdę zażyć ohydny, gorzki, wywołujący mdłości i bóle brzucha antybiotyk, który dałam sobie wcisnąć...

Oby to był ostatni antybiotyk, jaki zażyję w tym roku.
Haha...


PS Jak znacie jakieś sprawdzone, niezawodne, dobre sposoby na podniesienie odporności - podzielcie się, plissss ;]. Spróbuję wszystkiego*.

* - prócz mięsa, tranu i innych takich.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz