...

...
M.

wtorek, 30 czerwca 2015

Oczekiwania, a rzeczywistość ;]

Pamiętam jak prawie dziesięć lat tamu jechałam do domu z małym kociakiem w ramionach i wyobrażałam sobie, że zawsze będzie taki bialutki, słodziutki i wpatrzony we mnie jak w kocią mamę.
Parę dni później, kiedy wszedł do szopy i wylazł z niej cały w pajęczynach, z pająkiem huśtającym się na jego długich kocich wąsach, podrapał mnie do krwi podczas "zabawy", a następnie pokazał jak śmierdzące potrafią być kocie ekskrementy, załatwiając się bezczelnie w mało dostępnym miejscu - przestałam żyć złudzeniami, że będzie kotem z reklamy.
Że koty z reklamy Whiskasa w ogóle nie przypominają żywe koty.
I że cokolwiek w życiu przypomina reklamę ;P.

Wracając do domu na te dwutygodniowe pseudowakacje też wiedziałam, że na pewno w końcu dom i domownicy niejednokrotnie mnie... zaskoczą, ale nie sądziłam, że stanie się tak już po paru dniach... ;].

Weekend minął jak to weekend.
Trochę spania, trochę czytania.
Zero nauki :D.
Grill u kuzyna, motor z K.
A potem poniedziałkowy ranek, kiedy obudziłam się w domu, w swoim łóżku, w swojej pościeli.
I poszłam do pracy ;).
Podobnie było dzisiaj - pobudka, wmuszone śniadanie, praca.
Po południu wróciłam do domu.
Częściowo byłam zmęczona, częściowo znudzona.
Trochę przymulona bólem głowy, trochę niewyspana.
Ale przybierając upojoną szczęściem minę zasiadłam w salonowym fotelu, chcąc włączyć się w rodzinną dyskusję.
Zapomniałam już, że rodzinna rozmowa i spędzanie wspólnego czasu to jazgot, próba zagłuszania telewizora nastawionego na wiadomości24h, warczenie do siebie i pyskówki, a nie wymienianie pogodnych:"Jak Ci minął dzień?".
Z zapałem wzięłam się do gotowania, zapominając, że nikt nie pochwali smakowitych zapachów dobiegających z kuchni, tylko zacznie opierdzielać, że rozrzucam wkoło szpinak, piętrze w zlewie brudne gary i ogółem - zajmuję tylko miejsce w kuchni...

Próby powiedzenia na głos, jak strasznie chciałam wrócić do domu zabrzmiały jak wyrzut.
Próby uświadomienia, że ludzie mają ważniejsze problemy niż pusty karton po mleku na ladzie tchnęło wymądrzaniem się.
I wcale nie pomógł fakt, że mówiłam to machając łopatką do naleśników i swojsko rozpryskując po ladzie małe kleksy beżowej brei.
Próby naprawienia pyskówek zaoowocowały jeszcze gorszym czepianiem, więc w efekcie wylądowałam sama, w swoim pokoju, ze swoim łóżkiem.
I swoją pościelą... ;P.



Jestem u siebie, jestem u swoich.
Jest miło, jest przyjemnie, jest swojsko.
Słyszę, jak pies szczeka na podwórku.
Jak mama tłucze się na dole sztućcami, a tato pochrząkuje, kiedy idzie przez korytarz.
Siostry nie słyszę, bo nie stuka w klawiaturę na tyle mocno, żebym ją słyszała przez ścianę ;).

Wczoraj zbierałam truskawki w pantoflach i jadłam pierogi z czereśniami.
Chodzę w dresach i bluzach przez all day long.
Nie latam z pracy do pracy.
Spotkałam się już z trzema przyjaciółkami (hurtem, ale... ;P).
Byłam na spacerze z psem.
Dałam się wyściskać małoletnim sąsiadkom.
Zdążyłam przeczytać jedną książkę.
I dojść do głębokiego przemyślenia, że nie tylko koty w reklamie są inne niż w życiu ;).
Życie, rodzina, dom, praca, dzieci - wszystko wygląda inaczej w reklamach i marzeniach.
Kiedy przychodzi co do czego, okazuje się, że życie nas zaskakuje i okazuje się, że to co wykreowaliśmy sobie w głowach nijak ma się do rzeczywistości ;).

I tak - wiedziałam o tym już wcześniej i przewidywałam, że powrót do domu będzie się wiązał z obowiązkami, konfliktami, zmianami, nie zawsze przyjemną atmosferą.
Chyba poniekąd przyzwyczaiłam się do tego i pokochałam i te kłótnie (* w granicach rozsądku...), droczenia i nawet to, że ktoś kogo kocham podnosi mi ciśnienie.
Chyba nawet tęskniłam za tymi łagodnymi formami obrażania i robienia wyrzutów ;].
Ale nie na tyle, żeby w pełni uznać to za ideał wakacji.

Teraz więc odpuszczam sobie zgrywanie idealnej córeczki w idealnej rodzince.
Wolę położyć się na łóżku i poczytać.
Przynajmniej mój pokój jest stały i niezmienny z zielonymi ścianami i wielką pluszową pandą koło łóżka.
Później chcę wziąć Pedra na kolejny spacer i poćwiczyć z Mel B.
Z rodzinką pobratam się, jak nie będę musiała udawać zadowolonej i grzecznej na siłę.
I kiedy problem pustego kartonu będzie rzeczywiście jedynym problemem zakłócającym rodzinną sielankę ;).


http://michalina-141.pinger.pl/p/2




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz