...

...
M.

wtorek, 16 czerwca 2015

Z definicji szczęścia ;]

W tym tygodniu pracuję na ósemki, bo zastępuję chorą koleżankę.
I nie -  nie tego dotyczy tytuł, choć jak słyszę milion razy dziennie, że kolejne dziecko mnie kocha, robi mi się ciepło na moim wychłodzonym sercu :).
Praca, jak praca. Chodzę do przedszkola na 10.00, wracam o 18.00 i przeważnie wtedy ogarniam pracę magisterską z promotorem, dla którego nieważna pora dnia, bo według niego "przecież nocą tak dobrze się pracuje" ;).
W czwartek mam egzamin i póki co - zaczęłam tylko przeglądać materiały i robić notatki.
No a w piątek wzięłam wolne, więc szybciej wracam do domu, co lekko trąci szczęściem, ale...

...co jest najpiękniejsze?
Ano to, że dziś moja praca pomyślnie przeszła przez system antyplagiatowy, przed chwilą (godz. 20.54) mój promotor zapisał ją w pdf i pozwolił drukować i że... pod koniec czerwca wracam do domu na wakacjeeee! ;]
Dyżur w przedszkolu zaczynam w połowie lipca i mam równy miesiąc pracy. Kilka popołudniówek, reszta głównie ósemki.
Nie opłaca mi się więc siedzieć dwa tygodnie w Rzeszowie bez pracy. Aż tyle nie zamierzam uczyć się do obrony ;P.
Ale jako, że zapisy do takiej świetnej niani jak ja zaczynają się jeszcze przed poczęciem dziecka (;D ;D), już mam chętnych na świadczenie swoich babysitterowskich usług w rodzimym mieście ;).
Jeszcze zobaczę, czy będę bawić kilkuletniego chłopca po 5 czy po 8 godzin dziennie. Ale mam zaplanowane zajmowanie się nim na pierwszą połowę lipca i drugą sierpnia, bo w sierpniu wzięłam trzy tygodnie urlopu z przedszkola.

Wiem, wiem - miałam odpoczywać.
I odpocznę.
Zostaną mi popołudnia, wieczory i weekendy.
No i zawsze mogę powiedzieć, że biorę dwa dni wolnego i przedłużyć sobie weekend.
Nie zamierzam też brać na głowę tysiąca zleceń.
Ale w sumie co mam robić cały dzień...? Czytać? Ćwiczyć? Regularnie jeść i zacząć spożywać ciepłe obiady? ;P. Przecież organizm mi się rozstroi, jak zacznę jeść na siedząco ;].
A może mam oglądać seriale, siedzieć pół dnia na fejsie i przeglądać demoty...? Pfff ;P.
Tak naprawdę wakacje zaczną się dla mnie, kiedy będę mogła czytać na łóżku albo leżaku w cieniu domu (*ewentualnie na nieprzetestowanym jeszcze bujanym fotelu mamy), a nie na wykładzie ze współczesnych koncepcji pedagogicznych, trącących filozofią.
Że będę u siebie, z rodzinką, znajomymi i bliskimi, których - obiecuję - nie będę zaniedbywać i nie będę na nich warczeć. Gryźć ani tyle ;P.
Że będę mogła rozłożyć wiktuały kuchenne na ladzie i wyspie i pichcić w swojej kuchni, nie obijając się o meble w ciasnej blokowej kuchence.
Że będę mogła wysprzątać pokój, wywalić połowę notatek i pierdół ze studiów, a nawet - wyszorować prysznic i kibel, bo o tym też już zaczęłam marzyć między jednym zaliczeniem, a drugim ;P.
Że będę mogła brać piesa na długie spacery do lasu i nad rzekę, a nie wypuszczać go za drzwi i liczyć na to, że będzie usatysfakcjonowany bieganiem wkoło domu.
Że będę mogła spać nago przy otwartym oknie, grając na nosie pająkom (moskitieeeeera ;P), chodzić boso przez ranną rosę po szczypiorek do domowego twarożku z rzodkiewką, nosić przewiewne i niepraktyczne sukienki i pić wodę z cytryną przez słomkę na słonecznym tarasie.
Że będę jeździć na rowerki na Polańczyk, chodzić w góry i śmigać na basen i może wreszcie zacznę pływać, a nie wykonywać te prymitywne ruchy zwane "upośledzoną żabką".
No i oczywiście ćwiczenia, książki, pisanie... ;).
Bez tego nie byłoby wakacji, bez tego nie byłoby pełni mojej definicji szczęścia ;).
Żeby być w pełni usatysfakcjonowana muszę ociekać potem, wprawiać w ruch palce na klawiaturze i torturować oczy pochłanianiem rzędów liter. Bez tego ani rusz ;).



Aaaach...
Już mi powiało wolnością, więc nie zepsuję tego wymienieniem tego, co muszę jeszcze zrobić.
Niech to zostanie w moim organizerze. I niech dziś nie zaprząta mi głowy ;).
I tak najbardziej cieszy mnie skończenie pisania pracy, bo był taki moment, kiedy myślałam, że nie ma opcji, żebym napisała ją na czas.
Praca, choroby, zmęczenie i chroniczny brak czasu dały mi mocno w kość.
Za to teraz jestem tym bardziej usatysfakcjonowana, że dałam radę ;).
I przynajmniej mogę zapełniać listę z osobami, które powiedziały mi, że schudłam, co również definiuje moje poczucie szczęścia ^^.

PS Z pozdrowieniami dla podobnych mi osób (nie tylko tych, które potrafią zdefiniować swoje szczęście ;]), śledzących mnie stalkerów (;P), osobnika/osobiczki/osób, które dziś zbombardowały połowę moich archiwalnych wpisów wejściami (ujawnisz się...?), tych którzy dziś śpią na waleta, bo nie mogłam ich przenocować (;*), tych, którzy słuchają moich wynaturzeń na głośnomówiącym jak wracam z pracy, tych którzy wchodzą tu sprawdzić, czy dziś zdradzę swoje sekrety i tych, którzy zwyczajnie lubią tu wchodzić, oczywiście ;].


http://likely.pl/zdjecie/6477/dziewczyna-przeciagajaca-sie


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz