...

...
M.

piątek, 21 sierpnia 2015

W szelkach urodzona ;P

Tak coś czuję, że ten wpis będzie miał dużo wyświetleń ;]
Będziecie musieli przeczytać go po trzy razy, żeby załapać, o co w nim chodzi... ;)

"Po pedagogice nie znajdziesz pracy" - słyszałam wszędzie, odkąd zaczęłam studia.
Bałam się tego okropnie i gryzłam paznokcie z nerwów.
Większość czasu na studiach gorączkowo marzyłam, żeby po studiach mieć pracę. Już nawet nie koniecznie w zawodzie, bo przecież szanse marne. Chciałam tylko pracować. Gdziekolwiek.
A teraz?
Teraz odmówiłam dwóch staży w prywatnych przedszkolach w Lesku i Sanoku, bo miałam ofertę dalszej pracy w prywatnym przedszkolu językowym w Rzeszowie.
Potem odmówiłam kontynuacji pracy w prywatnym przedszkolu językowym w Rzeszowie, bo miałam tam śmieciówkę, a dostałam propozycję rocznego etatu na zastępstwo na prywatnej świetlicy w Rzeszowie.
Dziś odmówiłam na świetlicy, bo zostałam propozycję pracy w publicznej szkole podstawowej w swoim mieście na roczne zastępstwo.
Piętnaście minut po przyjęciu etatu w leskiej podstawówce dostałam telefon z prywatnego przedszkola językowego w Rzeszowie, że mają dla mnie etat w zerówce i czy jestem zainteresowana...


- Mamo, czy ja się urodziłam w czepku?
- Niee. Miałaś szelki z pępowiny wzdłuż brzuszka i pętlę wkoło szyi.
- Boże, mogłam się udusić!
- Mogłaś. Ale byłaś tak silna, że rzucałaś się po stole, kiedy Cię badali. 10/10 w skali Apgar.

Okej.
Czepki, szelki, obręcze.
Nieważne.
Grunt, że złapałam trochę szczęścia ;).


Pewnie jesteście ciekawi, co wybrałam. Tak? ;P.
No to Wam powiem, że zdecydowałam się na publiczną szkołę w Lesku.
Ta daam.
Jeśli myślicie, że decyzja była prosta - jesteście w błędzie ;P.
Korcił Rzeszów.
Korciły wyzwania, praca z młodzieżą, nowe doświadczenia.
Korciło mieszkanie z koleżanką, pokój jednoosobowy (!), galerie, znajomi, możliwość rozwoju i duże światła wielkiego miasta (;P).
Korciła szansa na asystenturę na uczelni, bo podczas studiów tak ochoczo angażowałam się w pracę naukową, że teraz nie chcieli mnie z niej puścić.
Korciły pieniądze, które zarobiłabym w prywatnej placówce, na korkach i na uczelni.

Wygrała intuicja.
Chęć skorzystania z tej szansy, jaką dała mi dyrekcja.
Wyciągnięta ręka do młodej dziewczyny zaraz po studiach.
No i fakt, że to praca państwowa.
Oraz to, że naprawdę nie chciało mi się znów pakować klamotów do Rzeszowa.
Że chcę przygarnąć kota, a nie miałby się nim kto zająć.
Że będąc w domu mogę sobie kupić szynszyla.
Że mam swój pokój, swoje łóżko z wypadającymi listewkami, regały z książkami, czepialską mamę, siostrę, z którą się będę pewnie kłócić, K., który z radości na pewno umyje mi naczynia ;P.
Że nie będzie dojazdów, horrendalnych opłat za mieszkanie i stresów.
Że nie będzie pracy popołudniami, późnych powrotów z pracy, wpadanie do domu na weekendy w biegu.
Że nie będzie widywania znajomych od święta.
Że będzie chodzenie do pracy na nogach, a w razie gdybym miała parcie na kasę - bawienie dzieci i korki. I teksty ;)
Tak więc od września będę nauczycielką i wychowawczynią klasy I.
Mmm... ;]

Uh.
Przewraca mi się jeszcze w żołądku ;D.
Takie decyzje nie są wcale proste ;).
Nigdy nie wiemy, co by było gdyby.
I nie mówcie mi, że zrobiłam źle, bo tu zarobię mniej, a większą karierę zrobię tam.
Pieniądze jak to pieniądze
Fajnie je mieć.
Fajnie mieć Air Maxy i fajnie mieć kasę na borówki w środku zimy.
Ale nerek za nie przyjaciółce nie kupię.
A mieszkając w domu mam ją na wyciągnięcie ręki, więc mogę przynajmniej mieć z nią regularny kontakt ;).
K. nie ugłaskam wieczornymi rozmowami i związkiem na odległość.
On woli słuchać mojego marudzenia, że przytyłam na żywo i miziać mnie godzinę po stopach na codziennie, nie tylko w weekend ;P.
Babcia z wiekiem nie młodnieje, więc jak ją odwiedzę w tygodniu będzie pewnie bardziej zadowolona niż jak wpadnę na Święta.
Nie powiem już, co zrobią okoliczne dzieci, jak dowiedzą się, że będę pracować w szkole.
Jezu.
Pewnie mnie zaściskają na śmierć ;D.
Póki co wydaje mi się, że podjęłam dobrą decyzję.
Niech nie będzie, że jestem zimna i nieczuła, bo nie lubię dziubdziać, że ale kieruję się czasem czymś innym niż rozsądkiem ;D.
A teraz z tej okazji zmieniam wystrój pokoju, zadomawiając się w nim i zastanawiając, gdzie do cholery upchnąć te wszystkie książki, kosmetyki, koce i kubki ;).
Pozdrówkaaa!!!

PS Wybaczcie, że nie wszystkich informuję o tym osobiście, ale obdzwanianie znajomych zabrałoby mi za dużo czasu, którego nie mam ;]. W razie życzliwej ciekawości i zainteresowania szczegółami, proszę o osobisty kontakt pod numerem, który mają ci, którzy mnie znają ;].



http://ka-in-progress1.pinger.pl/




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz