dzień jest bardzo krótki

Dzień jest bardzo krótki. Ledwie się zaczyna, a już się kończy. 

Zanim się zacznie, jest sen, a sen trzyma mocno. Za mocno. Dlatego potrzebny jest budzik, a potem ("Nie ma potrzeby pić kawy rano, organizm rano jest odpowiednio pobudzony") - kawa. Z pianką. Pita po śniadaniu, nigdy na czczo! Mało tu celebracji, chyba że uzna się za nią przenoszenie filiżanki w turkusowe kropki po całym domu, podczas ubierania się i tuszowania rzęs.

W międzyczasie są koteły, plączące się pod nogami, ale nigdy przenigdy nie wolno okazywać im nerwów. Świeża woda. Puszka. Dosypka karmy z posypką. Głaski, miauki, najmilsza z najmilszych proza poranka.

O kurde kurde, to już ta godzina? Trzeba jeszcze podrzucić niepotrzebne ubrania do kontenerka. No cóż. Nie dziś.

Kanapka, smoothie i heja. Zastanawiam się, jak to możliwe, że kiedyś co rano przelewalam do szklanego bidonu wodę (pfff*) i brałam kawę do termosu. Nie wiem kiedy, naprawdę. I kawa nie miała już pianki.

Autko, najlepiej jeśli odkurzone i wymyte; lśniąca pastelowa mięta mknie do pracy, a ona lubi mknąć (do 50 w zabudowanym), bo stworzona została do śmigania po wąskich, włoskich uliczkach. Torebka mieści wiele pilnych spraw, grunt, żeby mieściła telefon i klucze (I może lepiej nie zapominać jej zabrać z pracy…). Nie ma śmieci na podłodze? Okruchy zakazane, jak są, to zaraz zarządzimy popołudniowe odkurzanie. Troszkę kurzu? Na parkingu trzeba pomachać białą chusteczką, ale tylko taką nawilżaną, do kokpitu. Auto ma być czyste i pachnące! Dopuszczalne niewielkie ilości białej sierści.

W pracy się biega, a czas mija szybciutko. Woda, woda, pij wodę, żeby się nawodnić. Tik, tak i dzwoni ostatni dzwonek. Albo i nie. Wtedy jest "ile jeszcze"? I patrzenie na smartwatcha, w którego wplątują się oszukańcze różowo pozłacane bransoletki.

Zakupy robi się szybko, bo nie ma czasu. A nawet jeśli jest czas, to nie ma nawyku powolnego chodzenia i przeglądania, bo nigdy nie ma czasu, ha! Bach, Bach, mleko owsiane, waciki, świeże warzywa i zapas malin - niezbędnie! Aaach, jak zwykle brak torby, bo w domu wcale nie ma skarbca z eko torbami. Pyk, paczuszki inpost odebrane, sezamie otwórz się -  brama od włości już leci otworem na aplikacji. Nie ma czasu, żeby stać pod zamkniętą bramą. Trzask, trzask, trzask (trzydrzwiowe mini autko) zabieramy zakupy z auta. Koty na szybkie wietrzenie futra przed dom, o nie, nie ma ucieczek, w tył zwrot!

Obiad najlepiej wartościowy i pełen świeżości, często odgrzewany, zdarza się, że szybki. Wege bowl z falafelem, cukiniowy pasztet albo przesolone pulpeciki z tofu z bazylią. Full serwis, białko, białko, dużo białka i dużo warzyw. Voila!

Iiii praca!, bo pracy nigdy dość, a naelektryzowany umysł nie chce odpoczynku. I bardzo, bardzo lubi te wyzwania, te sukcesy, ten zapełniony graficzek i tyle na głowie. Tę podkładkę na biurku, tę komodę pełną skarbów piśmienniczych. To jest wpisane w mą naturę jak maliny i mięta, także w balsamie od Yves Rocher.

Druga kawa - ulubiony rytuał. Czasami trzeba odpuścić, jak żołądek mówi ojoj, ale wtedy aż żal ściska, bo nie o taką Polskę walczyłam, jak kupowałam drogi ekspres.

Woda, żeby nie bolała głowa; pić, trzeba więcej pić! 

Jeszcze laptop, biurokracja, trzeba wszystko ogarnąć, trzeba wszystko dopiąć, przepiąć, dopisać małym druczkiem, żeby samą siebie podpuścić. Coś tu dodamy, zmieści się przecież w 24 godzinach 😈😈. Hihi, a potem będą manukowe witaminki, tudzież troszkę jedwabiu (torebka z Tousa?...).

Dzień się wydłużył, ale i tak szybko przychodzi wieczór. 

Wyrzucić niespodzianki z kuwety, poćwiczyć albo i nie, zjeść jajko albo truskawki na kolację. 


A przecież powinno się jeszcze mieć czas na zatrzymanie się. Na pauzę. Na stop. Na oddechy, które wypuszczają stres z brzucha i uwalniają zapięcia z karku. Mmm... 

Za to jest czas na pasje, czas na zabawę z kotem, dla męża. To też element dnia, stała wiadoma. Parę stron książki jak nie wleci to dzień stracony!

No i jeszcze są roślinki. Od niedawna z nami są. I żyją. Stado storczyków w liczbie 9; cztery duże (trzy kwitną, jeden się nie może pozbierać i pączkuje, pączkuje, a ja już tuptam nogami!), dwa mini (jeśli nie zaczną kwitnąć to sajonara), trzy średnie w pełnym rozkwicie. Nowe. Urodzinowe i nielegalne, kupione na łapu capu. Aaa, i dwa kadłubki w hospicjum (pralnia). Chyba trzeba je humanitarnie uśmiercić. 

°°°

W wolne dni brakuje pierwiastka "praca" (chociaż w sumie ostatnio to już nie), ale układ zostaje bez zmian. Późniejsza pobudka, powolne śniadanie, mizianie kotków, kawa. Oj, a wtedy się zaczyna. Odkurzanie, mycie, przez okna prześwituje brud, na białych meblach znowu widać kurz, pranie już kolejny dzień czeka w koszu i znowu trzeba umyć fronty. Spożywczak wola żeby zrobić zapasy. Biblioteka, że minął termin oddania książek. Zgrzewki z wodą też brak. Pomału kończy się żwirek. Pij wodę! Ostatnio za mało ćwiczysz, ale hurra - skontuzjowane (coś czuję, że na nartach) kolano samo się trochę zregenerowało, chyba dlatego, że musiało czekać dwa miesiące na wizytę u ortopedy [*] po tomografie. Kawka. Czy to już pora na cold brew (bez kostek lodu!)? Spacerek, łapanie słonka, oglądanie świata, paplanie. Jakieś wyjście, ludzie, brak ludzi, kino, dobre jedzonko (pizza; o nie, nowu mam ochotę!), woda!, spotkanie rodzinne, cisza w samotni z książką i meczem w tle. Mąż, ten mój mąż, ej, fajnie nam tak, komu trzeba czegoś więcej? Może nie sprzątajmy dziś? Lubię jak nie trzeba sprzątać. Hej, czy kiedykolwiek zdarza się, że nie trzeba sprzątać? Sprzątanie jest wliczone w etat, w dolę życia. Sprzątaj, sprzątaj, czysty kociołek gwarantuje, że nie otrujesz swojej rodziny!

No właśnie, od Harrego Pottera mam właśnie odwyk. Jadąc gdzieś dalej autem (najpewniej do weta albo ortodonty) zapodawałam sobie Harrego, w domu do obierania warzyw (wypij wodę!), no cóż - u mnie nie ma HARLAN CARBON. Ostatnio tylko anglojęzyczne, dobrze mi podchodziło, a i bąbelki w wannie były jakby bardziej zadowolone, ale basta! Dostałam darmowe kody, słucham kryminałów, dwa razy nawet włączyłam radio. Będzie coś nowego. 

Nowe książki Harrego Pottera z barwionymi brzegami!!! zamówiłam dwie kolejne na swoje własne urodziny, ale przyjdą za miesiąc.. 

Oj tam. Dlatego nie słucham już z miesiąc, bo wreszcie je poczytam! Nie będę jeździć na cztery biblioteki! Odwołuje wszystkie rezerwacje. Żegnajcie nowości, żegnajcie filie w Sanoku! Graciass Amigo, przybywam!

Hogwart Legacy też wszedł już w rutynę. Pal licho misje, chyba już nawet przeszłam. Ale mój pokój życzeń! hodowla! Zagroda! Zagroda z magicznymi stworzeniami, a w niej mnożą mi się jednorożce i hipogryfy. No to ja im kupuję skrzynie z zabawki, czesze - tak się okazuje miłość. Pauzuję niebieskiego pada, kici kici, gdzie są moje śliczne koteczki? Czeszemy się, myjemy ząbki , otwórz pyszczek, aaa, przysmaczki lecą! Pogrom i terror, koty umykają po kątach. Nie czują, że to okazywanie miłości, różowe serca jak bąbelki nie fruwają wkoło nich jak szalone... Eh, trzeba wrócić do Legacy, zabić parę wielkich pająków, porozstawiać wszystkich złych po kątach! Wyhodować chińska jadowita kapustę (I wymoczyć swoje storczyki; tracę rachubę. Za dużo ich, ale "Madziu, chcesz storczyka?", "taaaak". Który podlany? Sprawdź korzenie. Dawaj do moczenia, temu nawóz. Temu odżywkę. Temu już śmierć mózgowa, zlituj i odłącz od aparatury). Oto ja, Madeline Chantarrel z turkusowymi włosami i oczami, z maską szaleńca podnosząca nieśmiertelność i w kapeluszu z fiołkiem, w którym wyglądam jak idiot, ale to właśnie on dodaje mocy obrażeniom, podbijam magiczny świat!

(Kilka tygodni bez Hogwart Legacy, ale dobra).


To już naprawdę 21? Serialik („Znajomi i sąsiedzi”, „Silos”, co tam wpadnie), mąż, w łóżku książka. Czytnik ma nowe etui. Książki też mam nowe, nowe serie czytam z biblioteki. Na włosy (wcale nie turkusowe, ale teraz ciemny blond, w sumie jakby... Brąz?) dać olejek, otulić jedwabną gumką, opaska na oczy, kotki na pokładzie są? Są. Śpimy.




Dzień jest naprawdę bardzo krótki.



*PS ja-szklane bidony, 3:0. Misja"bądź eko" zakończona. Ok, z okazji urodzin Zalando leci Stanley w wymiarach pt „pij wodę”.





Komentarze