sierpień


Sierpień pachnie już trochę początkiem jesieni. Coraz więcej suchych liści na trawniku, coraz więcej chłodnych wieczorów. Dlatego robię z upałami co tylko chcę. Celebruję je, wielbię, obchodzę, obnoszę się z nimi. Uwielbiam!

Nie wstaję skoro świt; kiedy próbuję, mąż marudzi o popołudniowej zmianie albo nocce więc dobra, niech będzie, że śpimy do 10. 

W innych przypadkach wstaję z samego rana. 8.30. 

Nie uczę się francuskiego. Włoskiego też nie. Włoskich lodów nie jadam, ale tajskie albo malinowy sorbet już tak. Porzuciłam logiczne układanki i gry, książki pochłaniam jeszcze szybciej niż zwykle. 

Większość czasu spędzam na zewnątrz. Nie mam tarasu, ale tanim kosztem urządziłam sobie miejscówki; fotel z poduchą, sama poducha na schodkach gdzie najmocniej grzeje i gdzie koty patrzą na mnie z wiatrołapu, aż nagrzewa się za bardzo i biorę je do domu. Huśtawka i ogrodowe krzesła w spadku, które mega mi się podobają. I mam stół, na którym może stać kremowy Stanley, stos książek i kapelusz 100% papier. 

Są też spacerki, miętowy  rower - ale to najchętniej wieczorem. Sukienki noszę jak szalona, z sukienki w sukienkę, jakbym się wyścigowała. Bo może trochę się ścigam. Z czasem. Z pożółkłymi liśćmi na trawniku. Z nadchodzącą wizją września.


Rozpadnięte po dwunastu latach japonki, opalone  na jasny brąz nogi, słoneczny żółty na paznokciach. Błękitne niebo odbite w oczach Ruby. Woda z domowym sokiem malinowym. Żółte i zielone malutkie cukinie. Jeszcze mniejsze marchewki, słodkie i idealne. Suszona lawenda w gabinecie, która zamiast lawendą, pachnie sianem. Lekki wiaterek poruszający drzewami za domem. 

I lato, lato. Lato. Lato! 


Tego lata miałam mnóstwo darów ziemi; borówek, malin, porzeczek, cukinii, a do dopiero początek wymieniania! 

Wczesnym wieczorem siadam przy odnowionym przez męża  stole z widokiem na rzekę i las i jestem wdzięczna i spokojna od stóp do głowy. 


*** 

Okna wcześniej były zamykane, żeby nie wpuszczać żaru. Teraz biegnę do nich w skarpetkach, bo robi się coraz zimniej. Słonko grzeje tak samo dobrze, ale już czuć że to nie początek lata. Kilka razy musiałam już założyć długie dżinsy (ból istnienia), a kiedy jest pochmurny dzień, muszę pić po trzy kawy dziennie.

Jesień?

































Komentarze