Niesamowite, jak szybko przepłynęło to lato. Wykorzystałam każdą słoneczną chwilę i pewnie dlatego na stopach mam odciski, a na skórze dalej zdrową opaleniznę.
Jak gdyby nigdy nic wskoczyłam w tryby pracy, a nawet dużo pracy, ale staram się utrzymywać life work balance.
Z bólem serca podmieniliśmy karafkę na taką, która spienia na gorąco i tak, nie smakuje mi kawa 😈. Wolę cold brew, nawet jeśli bez kostek lodu.
Wrzosy chyba uschły na parapecie.
Czytam, jak tylko znajdę chwilę (czyli mało).
Face ID rozpoznaje mnie w kapeluszu w serduszka i podniszczonych okularach przeciwsłonecznych, ale nie poznaję w masce do inhalatora. To wielki błąd.
Wrzesień zaczyna się wrześniowo, z zatokami i spółką, ale miałam też solo randkę z bibliotekami i pizzą więc nie narzekam.
Pochmurne dni były totalną klęską urodzajową, ale jak przyszło słońce, odżyłam. Kiedy tylko mogę, siedzę na swoim żmijowatym miejscu, gdzie grzeje najmocniej. To chyba pierwszy październik kiedy mogę sobie na to pozwolić. Tylko książka słabo idzie.
Październik przyniósł maliny, ciepłe skarpetki i swetry, ale udało mi się kilka razy wysiedzieć na słońcu przed domem. W jednej sukience, bo letnia szafa już dawno została spakowana ;).
Wpisane w wyszukiwarkę „jak odbić koci nosek w masie plastycznej" zmienia się „w jak odbić noworodka”👶🏻, a to znak, że trzeba iść spać!























Komentarze
Prześlij komentarz