...

...
M.

sobota, 21 listopada 2015

Ciężki ;]

Ten tydzień był dla odmiany ciężki.
Nie zły, nie smutny, nie frustrujący, tylko ciężki właśnie.
Jakoś tak wszystko ciężko mi przychodziło.
Niby wstawałam rano w dobrym humorze.
Niby wychodziłam do znajomych, rozmawiałam z przyjaciółkami.
Niby chodziłam do pracy, niby jakoś się kręciło.
A jednak.
Tydzień był ciężki i kropka.

Nadgarstek uspokoił się do tego stopnia, że od dwóch dni nie jadę już na Naproxenie, chociaż przy pisaniu i podstawowych manewrach ręką wciąż go czuję intensywniej niż bym chciała, a wiele czynności zapobiegawczo wykonuję lewą ręką (co sprawdza się średnio na jeża).
Moja przyjaciółka po przeszczepie czuje się świetnie (i świetnie wygląda, byłam, sprawdziłam, pooglądałam blizny, ślady i zdjęcia z operacji ;P) i teraz obie na przemian kursujemy do łazienki ;).
Mimo to od poniedziałku do piątku stres i pośpiech prześcigiwały się w robieniu mi na złość.
Nawet nie chce mi się wynaturzać, ale to jeden z gorszych tygodni w ciągu ostatniego czasu.
Na szczęście szybko się skończył, a dzięki zastępstwom i korepetycjom nie miałam czasu na myślenie.
A to jak wyglądała większość moich dni idealnie lustruje to zdjęcie:








Na pierwszym planie kotka.
Wiecznie nienażarta, niechętna pieszczotom, kiedy mam ochotę ją potarmosić, lubująca się w drapaniu mojej kanapy, na co przeważnie reaguję alergicznie ;).
Na drugim planie - książka.
Przez którą nie mogę przebrnąć.
To jest jakiś fenomen.
Jest taki czas, że trzaskam kilka książek pod rząd, nie wychodząc z fotela, bo tak wciąga mnie akcja.
A potem trafiam na książkę, która choć jest fajnie napisana i zabawna, wyraźnie mi nie wchodzi.
Na dalszym planie kolejno prostownica, ciężarki, buty do ćwiczeń.
(Udało mi się nie złapać przewalających się na fotelu fragmentów garderoby).

Odkąd się zafarbowałam, nie umiem chodzić w związanych włosach.
Jakoś tak... blado i słabo wyglądam ;).
W rozpuszczonych zdecydowanie mi lepiej.
A jak rozpuszczone - to proste.

Ciężarki, hula hop, buty - codziennie coś ćwiczę. Jak jest pogoda - biegam. Z psem i z odblaskami. Bez słuchawek ;P.
Biedny Pedro patrzy na mnie błagalnym wzrokiem, kiedy zaczynam szykować sportowe buty i obklejać się odblaskami.
Biedny Pedro nie może sobie wąchać wszystkiego co chce, bo tuptam nad nim, truchtając w miejscu jak niewyżyty króliczek Energizera.
Biedny Pedro wraca do domu z językiem na brodzie.
A ja? Ja jestem tak pobudzona, że przeskakuje przez kałuże i przez ogrodzenie, grając na nosie tacie, który założył domofon i nakazał nosić klucze do bramki.

Jak nie biegam to hulahopię albo tłukę się po macie.
Buty do zumby przyszły za duże i muszę je wymienić (czyt. Zalando - przymierzaj, oddawaj, kupuj od nowa ;P).
Ostatecznie zamówiłam o połowę tańsze buty taniec łamane przez fitness (jakoś Reebooki powyżej kostki do tańca są bez szału, a skoro kosztują ponad trzy stówy...), plus dodatkowo coś z underwear i coś, czego daaawno nie było. Czyli nowa bluza ;P

Trochę też w ostatnim okresie narzekałam popołudniami na dzieci, równocześnie w szkole ściskając je i mówiąc do nich: "skarby".
Trochę się izolowałam (np. bardzo podspasiło mi kolorowanie kalendarza z kotem Simona, struganie kredek i ołówków do tego stopnia, że można się było na nich skaleczyć i kreślenie przeterminowanych wykreślanek z czasów nudnych wykładów na studiach), przesiadując wieczorami w swoim pokoju i swoim towarzystwie.
I trochę odpoczywałam od ludzi, gadania, wychodzenia z domu.


Dziś już mam o wiele lepszy nastrój i podejrzewam, że mają w tym udział dwa źródła światła w pokoju, pusty słoik po gorzkiej czekoladzie do smarowania, zeżarta szarlotka (wchodzimy w szarlotkową fazę cyklu, jemy wielkie porcje ciasta na kolację, nie przejmujemy się wagą ^^) pogaduchy z J. i nowe ciuchy, które pewnie przyjdą w następnym tygodniu.
Tylko błagam, niech rozmiary się zgadzają... Wzięłam najmniejsze z najmniejszych - 35 z butów i XS z reszty. Problem w tym, że nie kupowałam nic z Kleina i Bencha (staram się jeszcze zachowywać normy przyzwoitości i nie fundować swojej szanownej samolubnej czteroliterowej aż tak drogich rzeczy), więc nie wiem, czy te marki też mają zaniżone rozmiarówki czy nie.

No a w przyszłym tygodniu znów zaczną się zajęcia z zumby, więc potańczę, spalę i napełnię się endorfinami, więc mam nadzieję, że od poniedziałku zacznie się cykl wpisów zatytułowanych przymiotnikami typu "Cudowny", "Rewelacyjny", "Zaskakujący" i "Genialny"
Miłego weekendu wszystkim.
I zero ciężkich dni ;)







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz