ludzie nie lubią

Niedługo po 34tych urodzinach odkryłam Amerykę i sens istnienia.

I teraz już wiem, że ludzie nie lubią.  

Ludzie nie lubią, kiedy jest się szczęśliwym. Może pogłębia to ich nieszczęście lub sprawia, że to co uważają za szczęście jest umniejszone? 
W końcu lepiej się czujemy, jak to inni mają gorzej.

Ludzie nie lubią kiedy jesteśmy pewni swoich wyborów. Najpewniej oznacza to, że sami nie są pewni swoich bądź siebie. Robią coś, bo tak trzeba, bo tak wypada, bo inni tego oczekują, bo tak jest. Nie zastanawiają się nad tym, czego sami chcą, więc jak ktoś inny to potrafi, budzi w nich irytację.

Ludzie lubią mówić o innych ludziach, ale nie wiedzą, że robią to, bo albo nie mają swojego życia albo nie są z niego zadowoleni. Zadowoleni ludzie mają swoje zainteresowania, pasje, bliskich i mało czasu i chęci na zajmowanie się plotkami o innych. Serio. 

Ludzie nie lubią, gdy ktoś robi coś inaczej niż oni. Bo inaczej czyli gorzej. Bo tylko oni znają przepis na życie, a jest nim podążanie czyimiś wyborami, a nie słuchanie siebie.

Ludzie nie lubią być życzliwi, mili albo chociaż - jak mają na przykład zły dzień - neutralni. Wolą obgadywać, docinać, chamsko żartować. Pod warunkiem, że mają publiczność albo klawiaturę. Bo face to face są jednak malutcy. Auć. 

Ludzie lubią plotki, fałsz i parę innych spraw.

Ludzie lubią też mnie. 
Albo mnie nie lubią.
I ten krok w poznaniu świata był dla mnie milowy. Wcześniej nie mogłam zrozumieć, że ktoś może mnie nie lubieć, bo... Wszyscy mnie lubili. Raczej. W każdym razie nie dostawałam jasnych sygnałów, że jest inaczej. Nagle wiem, że są tacy, którzy mnie lubią, a są tacy, którzy nie. 

I powiewa mi to, jak różowe majtki na sznurku 🤣. Chociaż w moim bogatym repertuarze ubrań, nie ma bielizny w kolorze różu...




Ludzie powinni się cieszyć i interesować życiem, zdrowiem i szczęściem. Swoim. I niczyim innym. Robić sobie badania. Brać witaminę D. Szczepić się albo i nie. Chodzić na spacery i liczyć kroki. Swoje. 

Niestety społeczeństwo jest, jakie jest. Może dlatego tak doceniam pracę z dziećmi. Bo dzieci są szczere, prawdziwe i zero w nich zawiści. Może bywają głośne, może niegrzeczne. Ale nie mają w sobie tego, co dorośli. I zwierzęta, zwierzęta są cudowne.

Ja to też strasznie lubię tych, którzy chcą mnie uszczęśliwić na siłę; na siłę wciskając mi to, czego ja sama nie chcę. Czasem jest to schabowy, czasem swoje idee. Z pewnością kiedyś im się uda. Wszak oni już wiedza lepiej czego ja chcę.
I tych ludzi "strachy na wróble". Oni straszą, że kiedyś mogę żałować. Mogę. Może będę. Może uschnę z żalu, aż się rozsypie od dołu do góry. Zostanie kupka włosów, a niebieskie oczy mi wyskoczą i spadną na te okruchy codzienności po mnie.

Tylko nawet jeśli, to jak to zmieni życie Nowaka albo Kowalskiego... ?



...



Najbardziej śmieszy mnie też to, że niektórzy naprawdę myślą, że zmienią moje myślenie. Że ja muszę mieć jakiś powód, bo robię po swojemu. Nie wiedzą chyba, że ludzi od zwierząt odróżnia to, że mają wybór.

A ja lubię mieć wybór. Lubię myśleć. Lubię podejmować swoje decyzje.




Zastanawiałam się więc kiedyś, co sprawia, że jestem (tak) szczęśliwą osobą.

Może dlatego, że mam bardzo dobrego męża.

Tylko, że wcześniej też byłam szczęśliwa i męża jakoś tak wyszło, że mieć nie chciałam. Bo stałego związku nie chciałam. 

Bo nikt mnie nie chciał i tak sobie wymyśliłam, jako słowo klucz? 
Nie. Bo jestem piep**oną indywidualistką i zawsze chciałam po swojemu, a to słabo idzie w parze. A jestem na tyle odważna, dająca sobie radę sama i ambitna, że jakoś to szło. Ale przytrafił się ten mąż. Bywa. Życie. Nic mnie nie cisnęło, nikt mnie nie zmuszał, zegar mi nie tykał (ale cicho, bo w gabinecie mam teraz taki, że kiedyś go rozwalę o ogrodzenie...). Mąż jest i nigdzie się nie wybiera. I bardzo dobrze, bo od paru lat to mój ulubiony człowiek ma Ziemi ;) 

Ale nie będę wystawiać tego męża na piedestały, bo gdyby mnie jutro zdradził albo zostawił dla młodszej, będę żałować, że tak go wielbiłam w internetach. To, co w necie nie znika. Ci, co mnie nie lubią, mogliby to wykorzystać przeciwko mnie ;).

Kotki. Kotki są moim marzeniem i szczęściem. Kotki zabierają ode mnie całe zło tego świata, są mądre, kochane, ciepłe i puchate. Ale też nie będę z nich robić pępka świata, żeby nie było, że jestem bardziej świrry niż jestem.





Więc tak najbardziej to cieszy mnie to, że już wiem, że ludzie nie lubią. Nie lubią, jak ma się lepiej, jak chce się inaczej. Nie trzeba mieć większego domu, droższego samochodu. Wystarczy pewnie i świadomie kroczyć przez życie i to niektórych boli. 
A ja, cóż. Ja wiem czego chcę i robię, co chcę. Wszystkie decyzje są moje i to, że jestem tego świadoma, tak samo jak i tego, że nie jest to jednak dziś tak oczywiste, a ja to mam, daje mi największe szczęście.






Komentarze