...

...
M.

poniedziałek, 6 lipca 2015

Dzień Świra ;)

- Zróbmy sobie dziś Dzień Świra - powiedziała w sobotę moja mama, przez co o mało nie zadławiłam się swoją owsianką z borówkami i malinami.
- A przepraszam, na czym według Ciebie polega robienie sobie Dnia Świra? - wydusiłam, jak udało mi się przełknąć zawartość jamy ustnej.
- Oj, na mówieniu i robieniu głupot na przykład - wzruszyła ramionami mama, pijąca poranną porcję soku z aloesu wymieszaną z innymi naturalnymi dziwactwami, godnymi samej Miss M.
Nie wiem, co dodają do tego soku, skoro ma się po nim takie świrnięte pomysły i całe szczęście, że sama go nie pijam...
Parsknęłam w miskę.
Pokręciłam głową.
Zmrużyłam oczy.
I przez cały weekend nie zrobiłam NIC poważnego.
Ani normalnego - swoją drogą.

Począwszy od sobotniego benzsensownego i mało owocnego latania po mieście w miejskim skwarze, który aż dusił, polowaniu na kolejną do kolekcji bluzkę z Małą Mi na rynku, którą potężny spocony sprzedawca właśnie schował do samochodu o czym poinformował mnie chmurnym tonem, ocierając wielką dłonią obficie zroszone czoło, przez rozkminianie stroju na obronę z koleżanką i jej mamą przy równoczesnym czekaniu na dostawę jagodzianek, które ostatecznie nie nadjechały, po popołudniowe pójście do sąsiadki na mrożoną kawę z własnym mleczkiem sojowym o smaku waniliowym i upicie się połową szklanki Reddsa u cioci.
Przez weekend nasiliło się też moje powodzenie w okolicy i gdy tylko pojawię się na ulicy, w moją stronę biegnie stadem gromada dzieci, które często gęsto zaczynają mnie już przerastać wzrostem i wagą. Uściski i przytulasy spadają na mnie jak pociski, większe rączki oplatają w okolicach szyi, mniejsze w rejonach ud, dzieciarnia chce ze mną grać w Memory, rozkminiać sprawy miłosne, a nawet - o zgrozo - spać.
Zdążyłam też pobuszować w krzakach porzeczek i malinojeżyn, gdzie zostałam zaatakowana przez mrówki i wystraszona przez wystraszoną widokiem żaby siedmiolatkę, opalona przez wieczorne (!) słońce, choć głównie kryłam się w cieniu, obwąchana (i na szczęście nie opluta) przez lamę, poproszona do tańca przez sąsiada grającego na akordeonie i pogryziona przez zielonego pająka, który jechał ze mną samochodem na gapę.
Mój pies po spacerach ze mną pił wodę na leżąco, zasnęłam po kawie na leżaku w cieniu domu, przyjmując najdziwaczniejsze pozycje (w tym taką z tyłkiem do góry, rękami wzdłuż ciała, stopami na trawie), bezinteresownie smyrałam siostrę po łydce, ćwiczyłam intensywnie do tego stopnia, że z każdym oderwaniem się od maty moje ciało wydawało z siebie głośne mlaśnięcie i przestałam reagować na łaskotki pod pachami, ku rozpaczy mojego kuzyna.
Na K. warczałam, Pedrowi dziubdziałam, do babci w pewnym momencie powiedziałam, żeby nie pytała mnie o nic, kiedy jestem pijana, a na koniec wszystkiego padłam przed dwudziestą trzecią.

- Nigdy więcej Dnia Świra - wymruczałam do materaca.

Poduszki dziwnym trafem zaczęły mi tej nocy przeszkadzać i część skopałam w nogi, część porozrzucałam po całym pokoju jakbym zainstalowała na łóżku małą armatkę.
Boże, miej w opiece wszystkie świry tego świata ;P.


http://likely.pl/zdjecie/543272/dziewczyna-z-poduszka





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz