...

...
M.

niedziela, 14 lutego 2016

Kołowrotek ;]

Wróciłam do zdrowia, wróciłam do życia, wróciłam do wagi, wróciłam do ćwiczeń ;].
Wykreślcie, z czego jestem niezadowolona ;P.

Ogólnie - to było do przewidzenia.
Waga która poleciała przez chorobę i brak jedzenia musiała wrócić wraz ze zdrowiem i powrotem do jedzenia. Ani mnie to nie ucieszyło, ani nie zdziwiło ;].
Ale kiedy wyrzuciłam w kąt węgiel leczniczy - odetchnęłam z ulgą.

Kołowrotek kręci się dalej.
Zupełnie jakby nigdy nie przestał ;)
Dzień, w którym zaczęłam normalnie funkcjonować był cudowny i wspominam go prawie z łezką w oku ;].
Dzień, w którym zaczęłam patrzeć na jedzenie jak na obiekt do jedzenia, a nie z grymasem obrzydzenia - coś wspaniałego.
Dzień, w którym pojechałam na zumbę - wspaniały. Nawet jak żołądek trochę mi skakał i jak byłam zmęczona po jednej piosence :).
Zaś trzygodzinny maraton zumby - był doprawdy bezcenny ;]
A świadomość, że jutro poniedziałek (2 godziny zumby), potem wtorek (jedna) i środa (jedna) napawa mnie niebywałym szczęściem. Znów mogę ćwiczyć, więc jest się z czego cieszyć.
Oczywiście grafik zagryzmoliłam już słowami "siłownia", "basen" i wyżej wymienioną zumbą i wyprałam ręcznie strój do ćwiczeń, rozwieszając wszystkie jego części na kaloryferach, żeby szybciej wyschły. Zaczęłam się nawet szczerzyć na samą myśl o kolejnych pęcherzach na stopach, więc najpewniej osiagnęłam wyższy stopień wyposzczenia od treningów ;).

Aaa, jutro zaczynam też ferie zimowe.
Dwa tygodnie wolnego.
Dwa tygodnie wakacji dla mojego gardła, dwa tygodnie regenerowania zszarganych nerwów.
Akurat ostatni piątek był tak męczący (3 godziny zastępstwa, cztery swoje) i dzieci tak dawały w kość, że chętnie przystanę na propozycję byczenia się w domu, ćwiczenia, czytania wszystkich wypożyczonych książek (stan na dziś: 19, plus jedna, którą obecnie czytam).

Nie chce mi się więcej pisać, bo obecnie jestem na etapie "Więźnia labiryntu" w wersji zarówno książkowej, jak i filmowej, więc każdą wolną chwilę (kiedy nie jeżdżę po Bieszczadach i nie robię wielkich oczu na widok zasp śniegu w Cisnej) spędzam na czytaniu.
No nic.
Idę czytać, śnić kolorowe sny, a potem wpadam w swój ulubiony kołowrotek ;]
Omm, jak dobrze ;]
Miłego!






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz