...

...
M.

niedziela, 20 listopada 2016

Udomowienie bieszczadzkiego kota (part II) ^^

Bieszczadzki kot po półrocznej niewoli zaczyna dostrzegać coraz więcej uroków powrotu do dawnego życia.
Z jednej strony wypuszczony na wolność, z drugiej zadomowiony.
Wygłaskany, wychuchany, odpędzający się od rąk, słów i wywracający oczami na przejawy naopiekuńczości, znów wrócił do siebie.
W przenośni i dosłownie.
Upojony wolnością, świeżym bieszczadzkim powietrzem (które powoli zaczyna już mrozić smarki w nosie...) i optymalną ilością snu, która wyjątkowo dobrze mu robi - wygląda jak chodząca reklama witalności.
Jego oczy błyszczą zdrowym blaskiem, wysyłając czasem radosne, czasem gniewne błyski, okrywa włosowa połyskuje jakby była posypana brokatem; nawet skóra nabrała zdrowego wyglądu, chociaż wszyscy zgodnie twierdzą, że jest zbyt pomarańczowa i radzą odstawić marchewki.
Kot lekko wysmuklał, choć łap mu to niestety nie wydłużyło...

Bieszczadzkiego kota wiecznie rozpiera energia, pozytywne nastawienie i obrzydliwie dobry nastrój, najczęściej bez powodu.
Dzieje się tak głównie dlatego, że kot wreszcie wypoczął.
Deficyty snu dość szybko zostały wyrównane dzięki kilkakrotnemu pełnowartościowemu spoczynkowi nocnemu, a także przez początkowe codzienne spanie do oporu i dziś bieszczadzki kot znów żyje w zgodzie z naturalnym biorytmem, budząc się o świcie i układając się do snu po zmroku.

Bieszczadzki kot ponownie znalazł się w warunkach sprzyjających zdrowemu rozwojowi.
Ma szeroki dostęp do naturalnej żywności, czyste powietrze, legowisko pełne miękkich poduszek, rozrywki intelektualne, czas i przede wszystkim chęci.
Miłe otoczenie, ładne przedmioty wkoło, jakość, ciepło i wygoda znów stały się stałymi punktami codzienności kota, a rozpieszczanie i obejmowanie go troską pozwoliło zapomnieć o tym, do czego tęsknił.


Bieszczadzki kot słynący ze swej lekko dzikiej natury, uspokoił się nieco i zadomowił, choć początki adaptacji były ciężkie.
Zdziczały, odwykły od codziennych wygód tego świata i nieprzyzwyczajony do obecności ludzi, których tryb życia odbiega nieco od trybu życia kota, musiał nauczyć się jak przetrwać w otoczeniu rozgadanych i rozemocjonowanych istot.
Pierwsze dni w nowym otoczeniu były niepewne, nowe i zwyczajnie trudne.
Bieszczadzki kot czuł się lekko zdeprymowany i zagubiony, a nowe obowiązki, ludzie i sytuacje wcale mu w tym nie pomagały.
Z pomocą przyszło jak zwykle zrozumienie i czas, który pozwolił na oswojenie się z tym, co inne.
Środowisko domowe, które przytłaczało kota pytaniami i dociekaniami, drażniło wysokimi tonami niepotrzebnych rozmów i męczyło troską szybko stało się czymś zwyczajnym i czymś, do czego chętnie się wraca.
Kot nauczył się nadawać na jednej fali z resztą domowników, usiłując posługiwać się z nimi tym samym językiem.
Wyrażanie emocji i uczuć wciąż są dla kota trudne, dlatego nie stara się na siłę zrozumieć ani pokazywać, co czuje, gdyż zwyczajnie tego nie wie, jednak utrzymywanie relacji na minimalnym poziomie i nie pozwalanie na zbytnie ingerowanie w swoje życie pozwalają na zachowanie zdrowej równowagi.
Nowe wyzwania i zadania kot rozpoczął od solidnej nauki od mądrzejszych i bardziej doświadczonych, a dzięki swojej chęci do działania szybko zaczął wdrążać się w to, co nowe i dotąd nieznane.

Jeśli chodzi o zachowanie, początkowo bieszczadzki kot był mocno wyciszony.
Stonowany i spokojny, z jednej strony śmiertelnie poważny, z drugiej chłodny i racjonalny.
Przez chwilę był nawet cichy, grzeczny i potulny, jednak po kilku tygodniach, kiedy przywykł do nowego systemu i stylu życia zaczął przejawiać pewne oznaki swej dawnej żywiołowości.
Znów pojawiła się chęć do psot i zaczepek, wygłupy, lekkie oznaki niewyżytości i nieokiełzania.
Powrócił charakterystyczny ogień w oczach i zawadiacka mina.
Wróciła też siła, zadzior i hart ducha, a także ochota by robić coś spontanicznie.
Kot nie zawsze jest w stanie poradzić sobie ze swoim temperamentem, choć aktywność fizyczna jest jednym z jego sposobów na to, by spożytkować nadmiar energii.
Znowu jest silny, szybki, gibki i zręczny.
Wspina się, skacze, biega, turla, skrada.
Dalej lubi się droczyć i zaczepiać.
Choć kot stał się łagodniejszy i grzeczniejszy, bywa, że sprowokowany atakuje, a jego ataki wciąż wyglądają w ten sam sposób.
Szybko, gwałtownie, ni stąd ni z owąd, na ogół z wyskoku.
Póki co nowe otoczenie zyskało już zarys charakteru kota i ocenia go jako zadziorny, przewrotny, lekko nieprzewidywalny, co też pozwala kotu na utrzymanie zarówno dystansu, jak i optymalnego poziomu spoufalenia.

Na co dzień kot budzi się w zgodzie ze swoim naturalnym biorytmem, wstając w dobrym humorze i w pełni sił.
Ziewa, przeciąga się i wyskakuje z legowiska z zapałem do działania.
Noce kot przesypia w całości, zniknęły prawie całkowicie problemy ze snem. Przed snem wciąż mruczy, na śnie dalej się kręci.
Potrzeba snu w dzień została zredukowana jedynie do kilku godzin odsypiania nieprzespanych nocy.
Noce, podczas których bieszczadzki kot musi wykazać się trzeźwością umysłu i aktywnością wciąż są dla kota nieco otumaniające, jednak dzięki kofeinie jest w stanie przetrwać całą noc na pełnych obrotach.
Po nocnej aktywności kot potrzebuje regeneracji.
Zmęczony i senny kot jest mocno drażliwy, a często nawet wybuchowy.
Wybuchowość wiążę się z agresją, najczęściej słowną, z tego względu lepiej trzymać się z daleka od sfrustrowanego zmęczeniem kota i absolutnie nie wybudzać go ze snu.

To co najbardziej męczy kota w nocy to jego trudności z utrzymaniem ciepła.
Z powodu błędu w kodzie genetycznym bieszczadzki kot cierpi z powodu braku odpowiednio grubej ilości tkanki tłuszczowej, która pomogłaby mu przetrwać chłody.
Choć usytuowana w okolicy klatki piersiowej ochrona zapewnia kotu ogólną sympatię otoczenia i żywe zainteresowanie swą osobą, nijak nie spełnia swych funkcji grzewczych, wobec czego kot chętnie spędza czas przy kaloryferze, piecu lub innych źródłach ciepła.
Zdobywanie pożywienia także nie nastręcza kotu problemów i od paru tygodni dieta kota stała się bogata w składniki odżywcze i witaminy.
Kot bazuje głównie na świeżych owocach i warzywach, zbożach, pestkach i nasionach, które zapewniają jego włosom połysk, skórze czystość, a organizmowi odporność.
Jedynie wkoło oczu kota pojawiły się lekkie zasinienia, na które otoczenie zwraca uwagę.
Zasiniałe obszary są jednak czymś normalnym i naturalnym jako reakcja na przełączenie się na funkcjonowanie nocą.
Widoczne zmiany są jak znak ostrzegawczy, który pokazuje, że niedospany kot może być niebezpieczny i że wtedy lepiej się do niego nie zbliżać.



Bieszczadzki kot zrobił się chyba trochę bardziej wrażliwy, żeby nie powiedzieć, że kruchy, co przy tym, że stwardniał i zrobił się odporniejszy brzmi jak zwykle paradoksalnie.
Dalej mało subtelny, dalej bezpośredni, konkretny, wredny, męczący, rozpuszczony.
Jeśli chodzi o stosunki międzygatunkowe - kot wciąż utrzymuje przyjazne relacje ze swoim najbliższym otoczeniem.
Ufnie i chętnie podchodzi do swoich, a od pewnego czasu powoli zaczął dawać szanse nowym osobnikom, szczególnie jeśli spędza z nimi dużo czasu.
Czasem się zrazi, czasem sparzy - szczególnie jak da do siebie podejść za blisko albo jak pozwoli na za dużo. Wtedy znów lekko się cofa, ochładza stosunki i robi się dziki, jak na dzikiego kota przystało.
Bieszczadzki kot jest oryginałem samym w sobie, gatunkiem praktycznie wymarłym i zjawiskiem na tyle rzadkim, że doskonale zdaje sobie sprawę, że znalezienie drugiego tak dziwacznego stworzenia byłoby trudne albo wręcz niemożliwe, dlatego póki co nie myśli jeszcze o tym, by szukać czegokolwiek lub kogokolwiek, a szczególnie dziury w całym.
Jest mu dobrze, kiedy ma zajęcie, możliwość wytracenia niespożytej mocy w zabawie, rozwijaniu zainteresowań, przebywaniu w przyjaznym mu środowisku i rozpieszczaniu.
Bieszczadzki kot nie przekonał się chyba jeszcze do idei łączenia się w pary, choć jest na tyle ustabilizowany i otwarty, że byłby skłonny podjąć ryzyko i spróbować pozwolić komuś do siebie podejść na odległość bliższą niż dwa metry.
Bo bieszczadzkie koty można podejść.
Tylko umiejętnie.
Na pozwoleniu podejścia póki co kończy się kocia odwaga, a z racji tego, że bieszczadzki kot jest stworzeniem raczej bezpośrednim i konkretnym, nie bawi się w żadne emocjonalne gry, zachęty, zwody i obietnice, które są tylko pustymi słowami.
Kot nie lubi słów, choć biorąc pod uwagę tę ilość, którą codziennie wypowiada ciężko w to uwierzyć.
Słowami można się bawić, a zabawa to przecież sposób na oswojenie rzeczywistości.
W słowa i zapewnienia kot dalej nie wierzy, wierzy za to w czyny i na czyny patrzy.


Kot stał się więc poniekąd trochę maskotką, trochę drapieżnikiem, trochę oswojonym zwierzęciem domowym, trochę stworzeniem samotnym, a trochę stadnym - w zależności od dnia, nastroju, potrzeb, chwili i otoczenia.
Częściowo zdystansowany, częściowo przymilny.
Trochę się łasi, trochę od siebie odpycha.
Ni to wabi, ni to drapie.
Chodzi swoimi ścieżkami, ma swoje dziwactwa, robi wszystko tak jak chce, śpi powykręcany jak zawsze, mruczy, pręży się, przeciąga i ziewa.
Jak to kot, w dodatku bieszczadzki... ;)



PS Część pierwsza, jakby ktoś pytał (i się bardzo nudził ;]).
 https://little-misss-naughty.blogspot.com/2016/04/dzien-z-zycia-bieszczadzkiego-kota.html





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz