trzy reniferki



Przetrwałam szary listopad, użytkując bieżnię przy energicznej muzyce, odwiedzając biblioteki i oddając się zakupowym szaleństwom. No, czasem oglądając jak kakadu biegają i szczekają na psy. A potem się okazało, że niekóre kakadu to IA. Obrażam się, definitywnie się obrażam. To, że przez parę tygodni aplikowałam na szkolenie AI w Madrycie to inna bajka. Ostatecznie nie pykło (a miałam już obczajone muzea; w tym takie z obrazami Boscha... )


Po ciężkich tygodniach przyszły normalne, po męczących, te z zapałem i energią. Teraz czekam na świąteczne. I wtedy mogą już być białe ;). 

Nie kupiłam żadnej dekoracji świątecznej, pomijając świąteczną szklankę, którą kupiłam we wrześniu. Schowałam trzy małe białe dynie i choć miałam na ich miejsce postawić trzy mądre reniferki, nie wiem gdzie są. Pamiętam, że w tamtym roku kręciłam tu aferkę, że mąż schował choinkę i zapomniał o figurkach. Potem gdzieś je daliśmy, ale gdzie? Dobra, są. Były wrzucone na strychu w dziale wielkanocnym. Faux pas.

Poszewki zmienione na świąteczne, w tym roku z czerwienią. Kiedyś kupiłam na promocji złote i teraz mnie ścigają skutki mężowego "Ale przecież nie musimy kupować świątecznych poszewek, mamy złote".

I tak - zaszalałam na Black Weekend. Pewnie dlatego, że nie potrzebowałam nic konkretnego i jechałam z myślą, że może coś kupię, a jeśli nie to chociaż znajdę jakąś odżywczą szminkę, której nie zjem od razu i perfumę 1+1, jeśli będzie dostępna. Więc siadły mi ciuchy w obecnym stylu westernowym (a przestałam chwilowo bić pianę z Yellowstone. Razem z M. Oglądamy "Bestię we mnie (o, takie sobie, wolę starocie) i słucham Pottera czytanego przez Stephena Fry (fajnie). Jakieś sukienki, bluzki (także dżinsowa). Dotrwałam piękne ręczniki z Half Price (dla siebie miętowy). Perfumę i szminkę też. Iiii chyba tyle? 

Pokupowałam też większość świątecznych prezentów dla rodzinki (dla M. Zawsze zaczynam zbierać już przed grudniem i on dostaje najwięcej, ale ciii), zamówiłam Empika i na tym mam nadzieję zakończyć tegoroczne shoppingowanie. 

(Taki jest plan 😈😈😈). 

Ostatnio ciągle się randkujemy, więc i dziś wyzbywamy na margheritę z dużą ilością bazylii i kino.

A poza tym obejrzeliśmy trochę filmów i seriali (chyba się pogubiłam, co już pisałam, o "Dniu zero" chyba nie), a ja trochę czytam anglojęzyczną powieść o życiu młodej dziewczyny na Alasce (do kawy można poczytać) i cisnę serie z Boschem w miarę po kolei. Poza tym w wannie odpalam sobie zombiaki. Tak dla nastroju ;)

A, z zakupów doszły jeszcze rzutem na taśmę sztruksowa bluzka (ala Amiszka) w kolorze bordo z kołnierzem w haftowane kwiaty (xD), duuuża szkatułka na biżuterię w kolorze mięty i różowo złota zawieszka M, którą miałam ogarnąć w marcu, ale końcoworoczne promocje i próby złota 585 działają ^^. Mam też fazę na pomaganie bezdomnym psom, blikuję im, udostępniam, a czasem płaczę w fotelu, oglądając filmiki, jak np. nauczycielki matematyki zaniedbują je na łańcuchu (w kraju, nie w okolicy).

Uh.


Czy to ten czas, że można odliczać do ubierania choinki i do świątecznej przerwy? 

Ojjj, tak! ;)) 

































 





















Komentarze