Mąż uświadomił mi ostatnio, że te dziwne gniazdka na drzewach to jemioła.
Że jemioła jest pasożytem, to wiedziałam. Ale w sumie nie wiedziałam, że to co czasami widzę na łysych drzewach to akurat jemioła.
Cóż. Całe życie na naukę; a mój włoski leży i kwiczy.
Miał też być szkoleniowy wyjazd do Hiszpanii, ale został z niej tylko (kupiony, by złapać rabat na szkatułkę ^^) kapelusz w stokrotki.
- Hm. Czyli to, co tak wisi wśród gałęzi i jest pasożytniczym bytem, ludzkość ustanowiła sobie jako symbol miłości i każe się pod nią całować...? Dziwne.
Jemioły nie mieliśmy, żadna strata ;).
Święta były, bo były, ale jeśli chodzi o świąteczną przerwę to korzystałam z każdej minuty. Książki, seriale, malowanie obrazu farbami po numerach (kończąc stary z trochę podeschnietymi farbkami, zaczynając nowy, kupując następny). Bieżnia, spacer, mróz, herbatki, mocna kawa. Biblioteki, koty, sałatki, ale nie takie majonezowe, a środziemnomorskie). Wychodne na jedzonko, wychodne po raz kolejny, pizza, kino, wolno rozkręcające się poranki w świątecznej flanelowej piżamie; słowem -wszystko.
W tej piżamie to jednak spędzałam dużo czasu. Albo w grubych skarpetach naciągniętych cham*ko na legginsy we wzorki 😈❤️. I tak zleciało ZA szybko. Z trybu SLOW trzeba będzie przerzucić się na tryb 200%, więc podwijam rękawy ;).




















































Komentarze
Prześlij komentarz