styczeń



Podobno styczeń wcale nie jest dobrą porą do zmian. Tak sobie wymyśliliśmy, bo Nowy Rok, bo postanowienia. Ale organizmy zimą wolą odpoczynek. Ciepłe posiłki i relaks.

Więc tak też czynię. Poza póki co jednym wymarzniętym wyjazdem na narty, po którym prawie przymarzłam do rury od orczyka (;)) i po którym kupiliśmy nowe gogle (póki co testowane w kuchni do gotowania cannelloni ze szpinakiem i ricottą) odpoczywam w domu. 

Choć też się hartuję - staram się wyłazić na energiczny spacer z ulubioną suczką i na podwórko z ulubionym kotem ;). Nie licząc tych słodkich mroźnych chwil w porannym pośpiechu, kiedy panika, że nie uda się zapalić auta i pojechać do roboty skutecznie podnosi ciśnienie.

Czytam, uciekając myślami od książki, a oczami od liter. Stosik wstydu pozaczynanych książek rośnie. Maluję. Oglądam to co znam. Gram w Hogwart Legacy (odkopane po roku, a skoro wróciłam to trzeba czasem pyknąć, żeby potem nie uczyć się od nowa). Piję wiadra zielonych herbatek. Gorącą wodę z imbirem i cytryną. Tłukę po głowie i nucę usłyszaną gdzieś mimochodem nutę tak, że doprowadza mnie do szału, w końcu nie wiem jakim cudem ją znajduję i tłukę dalej, tym razem słuchając i wystukując ręką. Tulę koty, Bluta biorę na śnieżne spacerki, czasem w turkusowych szelkach, czasem w kurteczce, żeby móc wrzucić go do zaspy (wystawia do mnie łapki pt. "Help" jak w wannie albo u weta; sama słodycz. Żartuję, ta nie wrzucam go. Pokazuję śnieg, by mógł eksplorować świat, ale w granicach rozsądku i umiaru ^^.


Drugi raz na nartach zaliczony, ubrałam się w tyle warstw, że wreszcie było mi ciepło śmigać. 

Zaliczony też wypadzik do Rzeszowa, gdzie miałam jeden cel - łańcuszek i gdzie nie poszłam na żadnego odzieżowego sklepu. Chyba oszczędzam, ale już już mi się kończy zapasik Kerastase do włosów, a M. Obiecuje, że znowu weźmie mnie do galerii outletowej i spuści ze smyczy  ^^.


***


Dlaczego w środku zimy pojawiają się już letnie sukienki w maślanej żółci i chabrze na sklepach online się pytam? Całkowicie burzy to mój wewnętrzny styczniowy spokój, który ponoć ma być takim wyluzowanym czasem ^^. 


***


Może i dojeżdżanie do pracy i cała ta otoczka stresu zimą nie jest miła, a wręcz okropna, kiedy auto buksuje i nie ma gdzie zaparkować jak już spadnie tak dużo śniegu. Może powoduje to mały paraliż i trudności... Ale jak pojechałam na randeczkę solo na trójeczkę "Avatara" wieczorem i przeszłam sobie w tym skrzącym bajecznie śnieżku to było całkiem całkiem ;). Polecam generalnie, samotne wypady, samotne kina, pojedyncze randki dla siebie. Dla odmiany, bardzo niezależne i fajne. A potem partyjka na PS do północy i kąpiel w lawendowych bąbelkach. Niiice ;))) Można to porównać z tournee po galerii wyprzedażowej pod Krakiem ^^. I jak już jest biało i mroźno to wskazane jest uprawiać zimowe (drogie!) sporty albo uprawiać chociaż śnieżne spacerki. Trening z łopatą wchodzi bez kompromisów.



Myślałam, że to tylko my jesteśmy taką pier*******ą parą, że zbieramy z podłogi porzucone kocie wąsiki i wkładamy je za lodowcowy magnes (to taka nasza pułapka na tatuśkow - jak przyjdzie do nas ktoś, komu ZA BARDZO odkleiło się po dziecku, M. powie "O, a to właśnie wąsiki pierwsze wąsiki naszego Blue" 😈😈😈), a są specjalne wazoniki, pojemniczki i stojaczki na kocie wibrysy do postawienia, powieszenia, whatever :)) właśnie zamówiłam jeden na Temu 🤭. 

U mnie już czerwono żółte tulipany i wyciskany sok; odliczam do wiosny! 



















































Komentarze