jabłuszko


Zaplanowany był na końcówkę tego roku albo na następny, 2027. Miał być z tych nowszych albo i naj, najlepiej z dopiskiem „pro”. Myślałam, że to na niego spożytkuje pieniądze z książki. Bo chciałam i planowałam go kiedyś mieć. 

Ale jest teraz. A ponieważ niespodziewany i w zasadzie prezentowy to jeszcze milszy dla serca.

W mojej miętowej torebce znalazło się miejsce dla nowiutkiego iPhona. Ale dla (zwykłej) 15-tki.

Od pewnego czasu myślałam o jabłuszku całkiem mocno. To już był ten moment, kiedy odpoczęliśmy po budowie (chociaż dom to przecież skarbonka), miałam już swoje wymarzone autko i kupowałam takie ubrania czy kosmetyki, jakich wcześniej nie kupowałam. Z drugiej strony nie było parcia, bo mój POCO 5 pro był całkiem dobry, dawał radę ze zdjęciami (a to główny powód, dlaczego chciałam pójść w iOS i odwrócić swój świat na głowę). 
Ale pykło niespodziewanie, pykło spontanicznie przy zmianie operatora przez M. Ostatecznie uznaliśmy, że może na sam początek lepiej będzie zacząć nie wydając majątku, a będę mieć określony czas na użytkowanie iPhona. Zawsze będę mogła go zmienić na coś nowszego, a może nie ma sensu kupować na start telefonu za kilka koła, jeśli nie wiadomo czy mi się przyjmie. Z drugiej strony - przyjmuje się całkiem sprawnie, choć ja sama staram się mniej czasu scrollować (ale poznawanie funkcji telefonu nie równa się scrollowanie), bo:

- moim pierwszym telefonem dotykowym była Nokia Lumia, a ona była na Windowsie (gdybym wtedy, po niej poszła w Apple...),
- śmiejemy się, że jestem stworzona do iPhonów, bo choć technologia nie jest moją dobrą stroną i na samym początku zdecydowanie czułam się jak na obcym gruncie, to szybko intuicyjnie udawało mi się coś ogarnąć (to tak samo, jak dobrze leży na mnie jedwab albo uczula srebro i muszę iść w złoto. Księżniczka na ziarnku grochu, w grubych skarpetkach nawleczonych na fioletowe legginsy ;)). 

Telefon jest mały i zgrabny, głos Fronczewskiego czytającego "Harrego..." brzmi jak powinien brzmieć, a na zdjęciu zieloniutkiej bazylii widać każdy biały włos któregoś z naszych kotów. Koty też, rzecz jasna doskonale wpasowują się w klimat; wychodzą nadzwyczaj piękne. Gorzej ze mną. 
Pomijając to, że trochę schudłam i mam ziemistą wymęczoną po chorowaniu cerę (maseczka z wit C już leci), iPhone widzi każdą zmianę, zapalenie skóry, cień pod okiem i bliznę po opryszczce. A o tym, że zbiera mi się na pryszcza, dowiaduję się też ze zdjęcia. Dobra, dobra. Soczki odpalone, zaraz trochę złapię słonka i ryjek będzie tak opalony jak oliwkowe dłonie, wtedy będziemy strzelać selfie.

Zdjęcia mega mi się podobają, choć POCO też robił je naprawdę ładne; ja zawsze lubię mieć ładne zdjęcia i się nad tym spuszczam, czy  to chodzi o wrzucenie zdjęcia na Insta, gdzie obserwuje mnie z pięć osób czy wysyłam komuś zdjęcie kremu. Nie lubię zdjęć z kalkulatora. Ale już widzę, że jednak zdjątka wychodzą iPhonowskie. Pozostałe rzeczy pół na pół - niektóre już opanowane, inne wcale nie (bo iOS naprawdę dużo się różni od Androida). Większość poszła jak z płatka, aplikacje i cała reszta, przenoszenie swoich spraw, a odkąd przybyło moje etui w kolorze soft mint (niestety oryginalne ^^), zapałaliśmy do siebie miłością absolutną ;) W drodze druga mięta (na zaś) plus pomarańczowy sorbet (jak kurteczka ;)). Stary znowu rwie włosy z głowy, a ani w Rzeszowie ani w Krakowie nie kupiłam NIC z ubrań!

***
No dobra, wpis robiłam na gorąco, trzymając iPhona pół godziny w łapie z migreną. Przywiązuję się do rzeczy, więc trochę leciałam na dwa telefony (Żegnaj, Poco, chlip). Dwa dni później już mi było ciężko wychodzić z aplikacji na starym telefonie, trzeciego dnia POCO padł, bo już go nie brałam do rąk. Żałoba przeszła, wybacz, stary. To chyba to miętowe etui z jabłkiem najbardziej pomogło...

Po tygodniu mówiłam w głos, że za nic nie oddałabym już iPhona. M. twierdzi, że odtąd przejdę na ciemną stronę mocy i pójdę w Apple, a i buźka na zdjęciach wraca do siebie, nabierając kolorów (pewnie te chemiczne truskawki w Hiszpanii kupowane na tony z okazji zachcianek, plus spacerki z psem).

I torebka też nowa, no, iPhone nie będzie w byle czym leżał ^^.




























Komentarze