...

...
M.

czwartek, 18 lutego 2016

Szósta

Za pięć.
Był już wpis o czwartej, był już wpis o piątej. Teraz pora na szóstą.
Gdybym tak umiała znaleźć wspólny mianownik tych dni zaczynanych o świcie...
Dowiedzieć się co sprawiło, że znów wybudziłam się gwałtownie jakby ktoś krzyknął mi do ucha i nijak nie mogłam już zmrużyć oka, aż wreszcie sfrustrowana zasiadłam do laptopa przed przyzwoitą ósmą - byłabym chyba spokojniejsza.
Ale może to znak, że powinnam wreszcie coś napisać.
Nawet jeśli jest ciemno i muszę pisać na oślep i na pamięć (plus udawać, że nie widzę, iż za chwilę laptop upomni się o ładowarkę, a gdzie ja w tych egipskich ciemnościach znajdę kabel...?).

Co u mnie?
U mnie wszystko dobrze.
Rozpoczęłam cudowny okres ferii.
Czas nieróbstwa, odwiedzin u kosmetyczki (pierwszy raz dałam się sponiewierać, kiedy kosmetyczka bezlitośnie rozprawiała się ze wszelkimi niedoskonałościami mojej buźki), malowania pazurków (jasno szary, ciemno szary, na stopach miętowy), gotowania potraw, które wychodzą albo i nie, pieczenia bananowego ciasta, które znika w jeden dzień, zumby i czytania.
Czas, kiedy nadrabiam ćwiczenia, wracam do formy, dużo spaceruję i znów zaczynam katować matę (przeglądanie się w lustrze i narzekanie też już zaliczyłam).
Jestem zadowolona, budzę się bez budzika, czytam do nocy, a spać chodzę póóóóźno, jak wszyscy wkoło dawno chrapią.
I jestem w 100% zdrowa!
Jedynie tylko mój kucyk zrobił się jakiś chudy jakby włosy wypadły mi o połowę,
No i powieka mruga mi od niedoboru magnezu, co nigdy wcześniej mi się nie zdarzyło i na co szybko zareagowałam rozpuszczalnymi tabletkami i jedzeniem migdałów ;).
Zaczęłam też zażywać Echinaceę na odporność, a od jutra , tfu - co ja mówię! - od dziś zaczynam znów pić czystek.
Póki co udało mi się już wskoczyć na dawny tor.
Codziennie ćwiczę i nie łapię zadyszki jak podnoszę nogę ;).
Podkręciłam też tempo czytania i jak na razie czytam po jednej książce dziennie.
Raz "Więzień" (trylogia skończona), raz thriller, raz kryminał, raz nawet lekka komedia romantyczna.
Bawię się też trochę w porządki, noszenie węgla jak Kopciuszek, latanie po domu z miotłą i mopem, moczenie szarych pazurów w mydlinach podczas mycia naczyń i przeorganizowywanie szafek z jedzeniem i szuflad z kosmetykami.
Efekt? Zero moli w mące z tapioki, kilka wyrzuconych opakowań zwietrzałych płatków i przeterminowanych ziół, poukładane w komodzie dezodoranty i cała kolekcja kremów do stóp, wyglądająca jak wystawka w sklepie kosmetycznym.
Pogodziłam się nawet z telewizorem i obejrzałam po raz pierwszy od dawna wiadomości na tvn24 .
Na ogół wychodzę z założenia, że w telewizji nic nie ma, a serwisy informacyjne szpikują nas pesymistycznym wiadomościami, po których aż się prosi żeby zapaść na depresję, więc wolę siedzieć z nosem w książce albo zasuwać na bieżni.
I wszystko byłoby dobrze - jestem weganką, piszę dziwnego bloga, lubię jarmuż - mogę bojkotować telewizję, a nawet prać ciuchy w orzechach, ale sęk w tym, że potem idę do ludzi (czyt. rodziny, znajomych) i na widok włączonego telewizora zaczynam wpatrywać się w niego jak w ufo z otwartą szczęką (na szczęście bez ślinienia) i błyskiem w oczach, a do tego NIJAK nie mogę oderwać od niego wzroku, zupełnie jakbym przyciągały mnie te niebieskie światła albo ogłupiające reklamy...

Poza tym kupiłam sobie tahini (pasta sezamowa), które nie dość, że cholernie drogie to jeszcze cholernie gorzkie i niedobre, zepsułam Thermomix (po nieudanej zupie z ogórka próbowałam zrobić zawsze wychodzącą zupę z dyni. Taa... Nie wyszła...), zmieniłam kurtkę na lżejszą czarną przejściówkę (chlip, chlip, moje miętowo - biało - szare cudo skończyło już swoje pięć minut?), zamiast szarego komina z puchatym białym wnętrzem noszę lekką apaszkę w jaskółki i nie ubieram już rękawiczek.
Okej. Podłączyłam laptopa. Nie wyrobiłam się w czasie ;]
Za to zrobiło się ciut jaśniej i bez problemu zaczęłam trafiać w klawiaturę. A nawet widzieć literki.
Z tego wszystkiego to już chyba wstanę, bo szkoda mi dnia na siedzenie w rozbebeszonej białej pościeli w czarne baranki, skoro przede mną wolny piątek, piąteczek, piątunio ;]
I wizyta przyjaciółki, która zostaje u mnie na parę dni, więc przez te parę dni macie pewność, że nie będzie tu nic nowego ;)
Udanego weekendu wszystkim! ;)





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz