zakwas z buraka

Od czasu grudniowej rekonwalescencji ćwiczę.

Od przerwy świątecznej daje sobie regularny wycisk z Chodakowską, wybierając te ćwiczenia po których albo ja jestem cała mokra albo mata do ćwiczeń jest zroszona kroplami potu. Mam nadzieję, że wypacam na niej tej wszystkie toksyny, patogeny i wirusy (a kysz, infekcje!). 

U mnie słabe maty nie mają racji bytu. Ma być odporna na wszystko.


Mam to szczęście, że moje ciało (powiedziała ta, co nigdy w szkole nie ćwiczyła na wfie 🤦😈) szybko idzie w mięśnie i może mnie to cieszyć albo i nie, ale tak jest. 

Zakwasów też nie miewam. Nawet na szkole policyjnej ich nie miałam. Raz w rękach od karnych pompek. 

Jak zaczęłam się pocić z Pania Ewą, spodziewałam się bólu. 

Bo naprawdę czuję te ćwiczenia. Jest w nich dużo skakania, biegania w miejscu i pajacyków. Po macie w pozycji pompki już nie biegam. Aż tak odporna nie jest. Tabata, kardio i siłowe; jestem po nich czerwona, ale już nie buraczek jak dawniej. Chociaż oczekiwałam bólu, nic takiego się nie pojawiło, choć intensywność była... równa. Miałam jakieś mikro uczucie ze czuje mięśnie. Szczególnie brzucha. Ale zakwasy to nie były.


Zakwasy to ja miałam w środę rano, zbierając się do pracy po ponad dwutygodniowej przerwie. 

Oj jak ja wtedy czułam nogi z każdym stopniem schodzenia po schodach.

Oj jaki miałam ból istnienia! 

Mogę nawet dodać 

Oh là là! i pokusić się o skopiowanie a, żeby było barrrrdziej frrrancusko.

I nawet wzgardziłam cappuccino mixem do termosiku! 

Oczywiście później, jak już jechałam do pracy moim ślicznym i cudownym autkiem, które kocham (zwłaszcza za to, że: 

1. Łatwo się je odśnieża - je! O to walczyłam!

2. Szybko się nagrzewa 😏.

3. Szybko odparowują w nim szyby 🥳).

przez okolice, które kocham, widząc zamglony las i rzekę z łabędziami, humor mi wrócił.

Mówiłam sobie też (chociaż ja z tych, co drażnią afirmacje), że dobrze być zdrową i jechać do pracy, bla bla (ale jak marzyłam o powrocie do łóżka, kiedy odklejałam powieki nad umywalką to wiem tylko ja). 

Generalnie powitanie też miałam gorące, bo tak. Ja jestem w pracy Królową. Mnie dzieci witają ciepło i miło. Wszystkie dzieci. Te na schodach, korytarzu i w klasie. Do mnie się ładnie mówi i cieszy na mój widok. Do mnie się biegnie z uśmiechem i uściskiem. I laurkami. Ach ;). I gęba się śmieje sama :)). I jak już wróci rytm, praca, kawa w termos, praca to robi się fajnie.


***

Jeśli mogę się czymś pochwalić to jest to utrzymanie przy życiu storczyków i sprawienie (?), że zakwitły :). Nie jestem fanką florystyki. Ale kwiaty dostawać lubię 😈. Dostałam kilka storczyków, bardzo mnie cieszyły. Miałam żal, jak opadały im kwiatki, potem sukcesywnie je przelewałam wodą i myślałam, że takie sobie będą. A one zaczęły pączkować ❤️. W sumie mają dobre ku temu warunki - światło, ale nie za dużo, ciepło, wilgoć, słońce. Także mam zachwyt i radość, czekam na nowe kwiatki, co rano je sprawdzam, mówię do nich i nadałam je imiona (dziewczęce, na cześć dziewczynek, od których je dostałam xD).


Pewnie już to wspominałam, ale jestem straszliwą  włosomaniaczką i włosy są dla mnie bardzo ważne. Oprócz systematycznego odżywiania podczas farbowania, dobrych szamponów, techniki OMO, odżywek, masek, pierdyliarda wcierek i ampułek (mam nawet saunę do włosów, ale chyba już nie działa) zwracam też uwagę na szczotki (osobiście lubię tangle teezer; mam dwie miętowo fioletowe 🩵), czyste szczotki, gumki do włosów (100% jedwab). Niedawno kupiłam czapki - tylko kaszmir o wełna merino (ale nie mam grubej, więc na mrozy nie przejdą). Suplementów nie jadam, bo wszystkie są ogromne. Jem wegańskie żelki. Piję dużo wody, ziółka, zielone herbaty, wyciskane soki. Jem orzechy, dbam o białko w diecie. W lecie, po bólu clostridium sprawiłam sobie drogą suszarkę (Philips senseIQ), która zachowuje naturalne nawilżenie - włosy mam jak od fryzjera, a suszę je śmiesznie krótko.

Pod choinkę dostałam poszewkę, gumkę i opaskę na oczy z jedwabiu i jestem absolutnie zachwycona. Chciałam ją że względu i na skórę twarzy i na włosy. Taka poszewka pomaga w zachowaniu czystej i młodej skóry (trądzik, zmarszczki), nawilża włosy, przeciwdziała elektryzowaniu. Nie spodziewałam się aż takiego efektu, ale moje zabiegi + suszarka + poszewka sprawia, że rano włosy są nawilżone, nie puszą się i są ładne. Rzadko prostuję włoski. Nie mam czasu ^^ (wszak trzeba napełnić termos kawą to go). Na wiosnę planuję keratynę ;). Ten rok będzie generalnie rokiem beauty 🤭.


Nauka bardzo mi weszła i aż kupiłam dużo kolorowych długopisów. Zeszły rok poświęciłam na naukę na mianowanie i nie chciało mi się uczyć, choć dowiedziałam się wielu ważnych rzeczy. Teraz uczę się dla siebie, z własnej woli. Ogólnie mam cały zeszyt notatek, ćwiczenia gramatyczne dobrze mi idą i szybko łapie słówka, ale i tak mam wrażenie że nic nie umiem. Że i tak nie dogadałabym się z francuzem. Ale wcale mnie to nie zniechęca, uczę się w każdej wolnej chwili, ograniczam social media, czytam (brnę, już druga książka Grishama. Niby spoko, ale Nesbo to nie jest. Dla Nesbo zarywalam noce przy szpitalnej lampce, tutaj ziewam, ale dobra), cwiczę, jem maliny, nie pije zakwasu z buraka. 

Styczeń mija mi bardzo, bardzo szybko.

 




















Komentarze