luty

2026 niczym nie zaskoczył. Był śnieg, była odwilż, był mróz, było 13 na plusie. Była praca, był spokojny wychillowany weekend, był wyjazd na koncert przy świecach. A teraz już luty, który właśnie przeszedł w marzec (a wszystko dlatego, że ten wpis postanowił wariować z ustawieniami szablonu i czcionki, awrr). Coś mi mówi,  ze ten rok przeleci tak samo szybko, więc mindfullnesuję. Zwłaszcza młodość (ekhm) i posiadanie kotów. Zamęczam je swoją miłością i strachem, że kiedyś nie będzie już ekipy towarzyszącej w łazience, patrzącej jak myję zęby albo asystującej, jak biorę kąpiel. Cieszę się każdą chwilą z nimi, poświęcam im dużo czasu i zawsze odrywam od czytania, jeśli chcą się bawić.

"Zodiak" wzdłuż i wszerz, Bosch tak samo - zapał czytelniczy i serialowy trwa. Nadal mam taki flow, żeby wsiąść w samochód i jechać do Sanoka to trzech bibliotek (filii), ale w sumie właśnie sobie przypomniałam, że mam czytnik w sfatygowanym miętowym etui, lekko brudnym od tureckiego piasku.

Koty - weterynarz (leczenie panny i profilaktyka kawalera. Fontanna z wodą zakupiona. Blue na początku próbował, ale aktualnie oboje obchodzą ją szerokim łukiem i leżą pod zwykłą miską w niemym buncie. A głośnym buntem komentują człowiekowe pomysły, zwłaszcza Blut (bo on jest gadatliwym kotem), jutro fryzjer, ale o tym nie wiedzą. Syropek antystresowy w pogotowiu. 

Czekam na wiosnę, na słońce, na spacery w bluzie albo chociaż dżinsowej bluzie sherpa w kaszmirowym kominie, którego nie mam. I pewnie mieć nie będę. Wymazuję z głowy pomysł o kompletowaniu sprzętu na narty. Bo na razie jazdy brak. Pewnie jeśli nadarzy się jakaś okazja, nie omieszkam pobuszować w markowych sklepach, w których płaci się za markę (ale ja jestem cwana i patrzę na skład, ha! I nie kupię, jeśli mi się nie podoba 😈), ale w tym roku planuję wymienić letnią garderobę. I to nie sukienki, bo tych mam w bród, ale jakieś szorty i bluzki, jasne T- shirty. Na razie muszę tylko poczekać, żeby się trochę zbrązowić, no i żeby w sklepach pojawiły się szorty. Zamówiłam jakieś dżinsowe pre owned z Zalando. To dobrze utrzymane ubrania z odzysku; oby. Ostatnio zamówiłam błękitną bluzę Levi'sa (akurat nową) i od razu poszła w odsyłkę, bo za duża. Szafa trochę pęka, ale może nam pyknąć feriowy wyjazd na galerię, więc chyba muszę zaopiekować się jakąś komodą).

Skoro mowa o jedwabnych bluzkach i innych sprawach... Wyobraźcie sobie, co poczułam, kiedy początkiem lutego zdusiłam w mokrą chusteczkę mola! W przedpokoju! Mole lubią wełnę i kaszmir. Mole niszczą ubrania. Mole? Skąd u nas mole?!  Przecież ja nie mam starych dywanów i ubrań! Chryste, zaczęłam pakować kaszmiry w walizki, przeszukiwać ryż i kaszę. Śladów żadnych nie ujawniłam, ale od razu zamówiłam lawendowe saszetki. Oprócz ubrań, jest jeszcze druga miłość książki. Jesus! Pokój szczelnie zamknięty, oczyszczacz ustawiony na funkcję "Turbo moc" z dopiskiem "łapaj wirusy grypy i mole". 

Chyba jednak był to fałszywy alarm i zwykła ćma, ale - czuwam!

Nooo i oczekujemy naszego niebieskiego dziecka 💙. Dziecka na czterech kołach, w kolorze denim blue. Imię kompatybilne z kocim synciem. Przypadek? Nie sądzę 🤣.


***

Dotrwałam końca semestru bez zwolnienia, ale ostatniego dnia po pracy mnie ścięło. Na bal szykowałam się więc iście w królewskim stylu - z chrypą, kaszlem i cieknącym katarem. Sweet. Za to moja liliowa sukienka zdała egzamin, bardzo dobrze się w niej czułam.

Aach, i 12 lutego stuknęło mi 20 (!) wegatariańskich wiosen 🌷. Bardzo fajne uczucie ;). Dostałam owocową niespodziankę od męża (❤️), a także czerwone tulipany, które załapały się jedną nogą na zielone urodziny, drugą na Walentynki (*nie wiem czy znacie mój stosunek do tego święta; ale pewnie tak, a przecież singielką nie jestem), acz kwiatki - zwłaszcza tulipsy mogę przyjąć 💐🌷.

Chyba robię się troszkę sentymentalna na starość (za parę dni 35 urodziny), ale mam takie głębokie przemyślenia, że ludzie bardzo często wyśmiewają innych, jakby myśleli, że bieda, niepowodzenie czy choroba ich nie dosięgną. Że nie dosięgnie ich zdrada. Rozwód. Upośledzone dziecko. Dziecko uzależnione od narkotyków. Że oni będą kurna wiecznie żywi, zdrowi i bogaci. Ha. Śmieszne. Bo ja może nam kubek, kapcie i nawet kilka bluz z Bambim, ale tę prawdę o życiu, że nic nie jest dane raz na zawsze i nie wolno, k****, nie wolno się z czyjegoś nieszczęścia śmiać rozumiem przynajmniej od okresu dojrzewania.

Niestety dużo ludzi żywi się nieszczęściem innych. A karma? Karma wraca.












.






























Komentarze