...

...
M.

poniedziałek, 19 października 2015

Na Eskimosa ;)

Gdybyście mogli mnie teraz zobaczyć, padlibyście ze śmiechu ;).
Oprócz tego, że mam dziś wyjątkowo niebieskie oczy, które aż rażą blaskiem, mam też gorączkę, czerwony z kataru nos, nosowy głos i szary dresowy kombinezon w skandynawskie wzorki.
Drugi z kombinezonów - czerwony polarkowy służy mi jako piżama.
Bo ogólnie to takie jest jego przeznaczenie.
Chociaż jak na moje standardy powinien mieć jeszcze stopki jak w dziecięcych śpioszkach, bo piżama podwija się do łydek i nogi są lodowato zimne mimo skarpet.
Taa...
Zaczęłam już swój sezon na najgrubsze skarpetki świata, ciepłe rozczłapane kapcie i całkowicie pozbawione choćby cienia erotyzmu piżamy.
Są mega grube, mega ciepłe i mega wygodne.
I mega aseksualne ;].
O, i jeszcze czerwony kombinezon to piżama z Angry Birds.
Ma nawet kapturek, kieszenie i czarny ogonek ;P.
Nawet nie przeszkadza w spaniu, jak przełoży się go na bok.
To tyle w tym temacie ;).
Oprócz tego, że sama się z siebie śmieję, jak wariacko wyglądam, sunąc po domu jak przerośnięty Angry Bird z ptasim ogonkiem ;P.
Ekhm.
Niestety dziecięce rozmiary to i dziecięce wzornictwo.
Trzeba było więcej jeść i więcej urosnąć ;).


Poza tym co?
Poza tym jestem niewypoczęta po weekendzie i pociesza mnie jedynie fakt, iż kolejny weekend spędzę w domowych pieleszach.
Ten był na obrotach.
W piątek migrenowałam.
Cztery godziny wyjęte z życiorysu później miałam światłowstręt, jadłowstręt, ludziowstręt i hałasowstręt.
W sobotę bawiłam na weselu.
Dwanaścioro pociech w wieku od 3 do 13 lat.
Do domu wróciłam o czwartej, spałam do dziewiątej, rozkręcałam się do dwunastej.
Potem owinęłam się w bluzy i chustki i pojechałam na wycieczkę życia na zaporę i źródełka w Myczkowcach.
Jak na zdechlaka z podgorączkowym wspinaczka po milionie schodków szła mi całkiem nieźle.
Na koniec wycieczki załapałam się na makaron ze szpinakiem, który zaserwowała mi koleżanka, aż wreszcie całą wycieczkową ekipą wylądowaliśmy w moim domu.
Potem spędziłam upojny wieczór, uzupełniając dziennik do dwudziestej trzeciej, gorączkując do dwunastej, wstając o drugiej, budząc się o szóstej i idąc do pracy na dwunastą, co akurat było światełkiem w tunelu po rozpalonej nocy z gorączkowymi koszmarami.
Dziś przepadły mi korki (odrobię jutro), więc snuję się po domu w wyżej wspomnianym kombinezonie, popijam sok pomarańczowy, ćwiczę trafność rzucając zasmarkanymi chusteczkami do kosza, piję herbatę za herbatą i napawam się słodkim nieróbstwem, zanim znów wezmę się za uzupełnianie dziennika... ;]
 








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz