...

...
M.

poniedziałek, 7 listopada 2016

Osiem

Zaczęłam od drogerii.
Odżywka do długich włosów, nawilżające płatki pod oczy ( które pewnie jak wszystko inne co do oczu mnie uczulą) i plastry na nos, których obym też nie musiała zrywać przed czasem z uczuciem wyżerania skóry.
Potem przeszłam na ciuchy.
Z nosem do góry przeszłam (prawie) obojętnie koło bluz.
Kupiłam za to dwie koszule.
Koszule ^^.
Jedna czarna, druga biała.
I nie są ani w gwiazdki ani w koty.
Specjalnie zastrzegłam ekspedientkę, żeby mi takich nie pokazywała.
Czarna jest w filiżanki, biała w błyskawice.
O tak, dla odmiany.
Są trochę luźnawe, bo takie mają być. Mniejszych nie produkują.
Potem kupiłam sweterek.
Czy to nie jest czasem mój pierwszy sweterek w historii? ^^
Wzięłam najmniejszy z rozmiarówki, najmilszy w dotyku, oczywiście - szary i oczywiście z mrugającym oczkiem, ale sweterek. Nie bluza. Nie z kapturem. Może to jakiś przebłysk dojrzałości, że wzięło mnie na sweterki, nie bluzę z kapturem ;P.
Kupiłam cienkie pastelowe rękawiczki, grube skarpetki (bo ja biedna skarpetek nie mam ^^), flanelową piżamę z Minnie (z czym by inną), która ma nawet czerwone akcenty.
No booo... Bluzkę też kupiłam czerwoną ;]
Jest to mój... hm... trzeci czerwony zakup. Wcześniej kupiłam dwie letnie koszulki.
Uważam to za ogromny postęp.
Czerwony nijak idzie podpiąć pod stonowane, szare, miętowe albo klasyczną czerń i biel.
Czerwień to coś nowego.
Czerwień to dla mnie czyste szaleństwo ^^.
Ręka w górę, kto widział mnie kiedykolwiek w czerwonym?
No właśnie ;)
Mało tego, bluzka jest tak obcisła, że bardziej się już nie da. Dopasowana, wygodna, z długim rękawkiem. Jest bardzo prosta i bardzo ładna.
Czarną też kupiłam.
Hyhy ^^.
Trochę mniej opina, ale opina.
Ciekawe, kiedy ja ubiorę coś opinającego, co nie będzie termoaktywną bluzką "pod spód", ale może nóż widelec.
O, bo termoaktywne getry też kupiłam. Opcja zimowa. Pan sprzedawca powiedział, że cieplejszych nie ma. Bluzki termo w moim rozmiarze nie było. Gdyby była to bym już ją miała.

Kupiłam jeszcze czarny T-  shirt z jakimś napisem...
Kupiłam szarą czapkę...
I szaro - miętowo - białą, idealną pod moją zimową kurtkę...

Karta tylko pipczała, kiedy przesuwałam ją po czytniku.
A ja tylko zaciskałam ręce na kolejnych reklamówkach.
Nie chcecie wiedzieć, ile kasy wydałam.
Ja też nie chcę tego wiedzieć.
Ale cóż...
Tak się właśnie niekonwencjonalnie leczy upierdliwą ósemkę ^^.
A że w najbliższym czasie nie zapowiada się, żebym mogła jeść - zaoszczędzę na żarciu.

Bo ogólnie to właśnie siedzę w nowej flanelowej piżamce, z nosem na kwintę, ze spuchniętą buzią.
Jestem już lekko otępiała z bólu, ale o dziwo - humor mam dobry.
Nie mogę ziewać, pić, jeść - ogólnie to ust nie bardzo mogę otwierać, dmuchać nosa, śmiać się.
W sumie to nic nie mogę.
No nie.
Wróć.
Mogę.
Oglądać swoje ciuchy ;P.
Jest to jakaś alternatywa, prawda? ;]

Ała.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz