Przejdź do głównej zawartości

Posty

wakacje

W naszym mieszkaniu nie ma zbyt wielu tajemnic ani trupów w szafie.
Ciuchy są tam, gdzie wieszaki, puszka z kocią karmą stoi koło kocich misek, zapasy chemii gospodarczej schowane są w przedpokoju, książki dumnie stoją na regale na książki.
Ale w archiwum mojego bloga kryje się wiele skarbów.
Rozpoczętych, napoczętych, napisanych lata świetlne temu.
Aktualnych, bardzo nieaktualnych.
Policyjnych, szkolnych, związkowych.
Śmiesznych, poważnych, tematycznych, sama nie wiem o czym.
Plus wpis o zeszłorocznych wakacjach.
Jak nic wpychający się w obecne realia.

Nie ma słońca. Nie ma upału. Nie ma wyjazdu. I ciężko dopatrzyć się czegoś fajnego.
Tak więc wrzucam to, co było.

(Prawie) STO cudowności tego  i zeszłego lata:

1. kupiłam mnóstwo fajnych letnich sukienek. Od jasnożółtych, przez wzorzyste, gładkie i w kwiatki, które nosiłam potem całe lato, o czym marzyłam spacerując po Warszawie zalanej słońcem w mundurze i buciorach latem '17,

2. dostałam okres pierwszy od trzech lat raz podręczn…
Najnowsze posty

afera imbirowa

Dla mnie koniec lata nastąpił w momencie, kiedy przestałam pić kawę mrożoną, zamieniając ją na jej parzącą odpowiedniczkę i kiedy stwierdziłam (pierwsze dni września), że czuję mroźne powietrze (akurat padało i naprawdę, naprawdę było bardzo zimno!).Jeszcze przez parę dni, a nawet jakieś dwa tygodnie, próbowałam uratować lato, ale przypominało to reanimowanie trupa. Niby miałam jeszcze wyciągnięte jakieś sukieneczki i bluzki, niby nie spakowałam ich razem z KOMPLETNIE letnimi rzeczami do worków. Niby myślałam jeszcze, że zdecydowanie, zdecydowanie za mało jadłam miętowych lodów z czekoladą i że trzeba to zmienić i że wciąż MOGŁABYM zacząć biegać...Ale potem się przeziębiłam, a dziś oficjalnie skończyłam lato.Skończyłam je gorącą flat white z Orlenu (czuję ją do teraz, wszystko leci mi z rąk, a cały dzień mnie rozsadza), doprawiając ją dla żartu cukrem cynamonowym.Skończyłam wyciskając do ostatniej kropli miętowo miętowy żel pod prysznic.Skończyłam, bezceremonialnie pakując ostatnie zw…

pięć lat

Pięć lat, trzy prace, dwie podyplomówki, jeden mąż i pierwszy kot później, doczekałam się pracy na etacie, w stworzonym dla siebie zawodzie nauczycielki klas początkowych.
W swoim mieście, dodam.
W szkole, do której chodziłam, w której pierwszych klasach płakałam, że nie chcę do niej chodzić, w której murach już wtedy czytywałam książki na korytarzu.
Trochę to zajęło, trochę musiałam pokluczyć, wylądować nawet na chwilę dla niepoznaki w policji, trochę to kosztowało czasu, energii, poświęcenia, ale się udało i dziś nawet nie potrafię wyrazić słowami jak się cieszę, choć myślę, że trochę tak, jakbym na początku drogi zawodowej wzięła głęboki wdech, chodziła kilka lat niepewna, a teraz spokojnie odetchnęła.

Prawdę mówiąc, ja czułam się już szczęśliwa w pierwszej pracy, w anglojęzycznym przedszkolu. Było mi tam dobrze, dzieciaki były fajne i fajnie było być "Miss Magdaleną".
Ciężko mi było zostawić dzieci i jeszcze ciężej, kiedy mając ochotę je odwiedzić, usłyszałam "Może …

koniec lata

Wycisnęłam to lato do końca i jestem gotowa na jesień.
Na zalew brązowo żółtych zdjęć na instagramie, na długie swetry i na pluchy też.

Zdecydowanie dmuchany basen i opalanie nie były jednorazowe i kiedy tylko widziałam słonko za oknem, zabierałam torbę i szłam wyciskać lato.
Flaming też był w użyciu, a pączek został tak wyeksploatowany, że sflaczał.
Opiłam się tyle mrożonej kawy, że mam już jej dość, ziemniaków z lubczykiem i koperkiem także mam dosyć (ale dzisiaj jeszcze zjem:)) i powoli, powoli zaczynam iść w dynię i maliny.

Od mniej więcej połowy sierpnia miałam już zdecydowanie więcej zawirowań, dużo biegania i trochę stresów, ale przynajmniej zaczynałam dzień szybciej, więc wreszcie poznałam słowo "poranek" i godzinę ósmą, nie tylko wtedy kiedy przewracałam się o niej na drugi bok. Ośmielałam się przechodzić obojętnie koło wystaw sklepowych, nosić same letnie sukienki aż do momentu dostania gęsiej skórki i głośno marzyć o przyszłości.
Coś się kończy, coś się zaczyna. M…

gąbka

W Australii świat zasnuły pajęczyny, rozpinając się na drzewach jak płachta do malowania.
U jakiejś warszawianki w mieszaniu znalazł się ptasznik olbrzymi i beztrosko zalęgł na ścianie w przedpokoju.
A kiedy ja poszłam dziś do samochodu, na jego tylnych drzwiach huśtał się krzyżak ogrodowy.
Wiem, bo jestem specjalistką od pająków.
To tak jak wtedy kiedy mówię "Lubię jabłka. Najbardziej Glostery i Elstary", a wszyscy "Coooo tooo, jakaś wioska w Anglii?".
Jak rozmawiam o pająkach, to chce wiedzieć z kim mam do czynienia. Czy to kątnik, pająk domowy, ptasznik, topik, a może korsarz. Ja jestem ich znawczynią.
(Ale nie wołajcie mnie, jak jakiegoś znajdziecie w piwnicy albo koszu na pranie).

Rozpiętość odnóży - 2 centrymetry (Wikipedia mówi, że mniej, ale to nieprawda. Media kłamią).
Kolor - brązowawy w prążki.
Reakcja - głośny pisk, w tym tacie do telefonu.
Miejsce - na odludnej, żałośnie pustej uliczce (może to i dobrze. Na pewno złapałabym pierwszego lepszego przechod…

lokator

Zdecydowanie nie jestem minimalistką.
I kupuję za dużo.
Książki, chociaż i tak multum pożyczam w bibliotece i multum dostaję z różnych okazji.
Kosmetyki, które jeśli mnie uczulą albo nie podpasują zapachem, bawię się nimi w "Podaj dalej".
Malinowo ekologiczne i piekielnie chemiczne preparaty do czyszczenia o niemieckiej nazwie.
Miętowy rondelek i gąbkę do mycia naczyń.
Rzeczy do domu, zabawki dla kota.
(Chociaż moja babcia, gdyby żyła, byłaby ze mnie mega dumna. Nikt tak jak ja nie wyhaczy na promocji kapsułek do zmywarki na dwa miesiące przed tym zanim skończą się stare! Nikt nie kupi tyle ręczników jednorazowych i masła tak tanio!).

Dlatego przez długi czas nie miałam w telefonie BLIK-a.
To było mądre posunięcie.
Trzeba myśleć rozsądnie, kupować racjonalnie, oszczędzać, nie trwonić pieniędzy na głupoty.

Nie miałam BLIKa, a zakupy uzgadnialiśmy i uzgadniamy razem "Na pewno potrzebujesz tej milionowej odżywki do włosów?", "Może zamiast tysięcznych spodni kupis…

jednorazowo

LIPIEC:
Niektórzy mówią, że dla nauczycieli wakacje zaczęły się w marcu (z pewnością rodzice i dzieci położą się krzyżem, skandując "Nieprawda! Chwała nauczycielom, to doprawdy cudowni ludzie! Obiecujemy więcej nie narzekać i już nigdy nie dzwonić w środku nocy z pytaniem o kasztanowe jeżyki na konkurs!"), inni, że 26 czerwca, a ja powiem, że mi zaczęły się, jak zdałam na nauczyciela kontraktowego w lipcu.
Tak, udało się.
Po paru latach. Zabawne, że w naszym kraju, chcąc pracować (i kształcąc się na okrągło), trzeba kilku lat, żeby łaskawie złapać umowę na rok (od 1 września do końca sierpnia) i móc podejść do rozmowy na zaledwie pierwszy stopień awansu...

Ale wreszcie są. Mam je. Wakacje! Lato...
Lata nie było w maju, nie było w czerwcu i naprawdę trudno powiedzieć, żeby było teraz (bo podtopienia, deszcze, burze, temperatura ledwo wadząca o ponad 20 stopni to jakiś żart).
Udało mi się póki co wyhaczyć PARĘ ciepłych i może ze trzy gorące dni.
Wychodzi na to, że jest to lato …